wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 15 Honolulu

-Mamo ładnie to tak podsłuchiwać ?-zapytał mój syn.
-A ty tato masz coś na swoje usprawiedliwienie ?-dodała Viola.
-Yyyy...no my...-zaczęliśmy się jąkać- sorry ?
-Ugh..-westchnęła Viola, a Leon jej zawtórował.
Potem minęli nas i zeszli po schodach. My wstaliśmy i zawstydzeni ruszyliśmy za nimi.
Violetta
Ta sytuacja była naprawdę dziwna..Chociaż po tacie mogłam się tego spodziewać, ale po pani Verdas ? Mam nadzieje, że dużo nie usłyszeli i nie wiedzą że spaliśmy ze sobą. Mogli by to źle odebrać,np. pomyśleć że jesteśmy razem czy coś. Kiedy znaleźliśmy się w salonie gosposia nakładała już jedzenie. Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na wszystkich. Ja siedziałam koło taty i Leona. Leon koło Veronicy, ona obok swojego męża a on koło taty. Kiedy zaczęliśmy jeść rodzice rozmawiali o jakiś głupotach, a ja pogrążyłam się we własnych myślach.Po chwili poczułam czyjąś rękę na kolanie. Od razu się przebudziłam. Spojrzałam na sprawce, to był Leon.
-Co ?
-No wiesz wkładasz rękę do spaghetti-powiedział z wielkim bananem.
No tak, jak mogłam się nie zorientować ? Idiotka-krzyknęłam w myślach i spłonęłam rumieńcem.
-Pójdę umyć rękę.
Udałam się do łazienki. Jak każde pomieszczenie w tym domu było w niej pięknie, elegancko i w ogóle. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i wróciłam do salonu. Tam zobaczyłam tylko Leona, siedział przy wielkim, czarnym fortepianie, który stał obok schodów. Siedział do mnie tyłem, więc jest szansa że mnie nie usłyszał. Na palcach podkradłam się do niego i delikatnie położyłam ręce na jego ramionach. Poczułam jak drgnął, a jego ciało przeszedł dreszcz pod wpływem mojego dotyku.
-Zagrasz mi coś ?
-Jja nie gram...
-Niby czemu ?
-Od twojego wyjazdu skończyłem z muzyką. Za bardzo mi cię przypominała.
- Mówisz to tak jakbym umarła- nic nie odpowiedział, za to ja usiałam koło niego i przejechałam palcami po klawiszach by zapoznać się z instrumentem. W całym pomieszczeniu rozniósł się piękny dźwięk Podemos. Gdy zaczęłam śpiewać patrzyłam mu się głęboko w oczy, znów widziałam w nich to co wcześniej. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać kiedy...do pokoju wpadli rodzice. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
-Leon, widzę że zerwałeś w końcu z Larą!! Gratulacje !!-krzyknął ucieszony Eryk( tata Leona).
-Nie, nadal jesteśmy razem...-powiedział zażenowany.
-Dlaczego ? Zostaw ją wreszcie !Co jest w niej takiego wyjątkowego ? Przecież jest wiele innych dziewczyn, np. Violetta.-wtrąciła się Veronica.
-To moja sprawa z kim się umawiam. Dajcie mi spokój !!-wstał od fortepianu, trzasnął jego klapą i zniknął z naszego pola wiedzenia. Poszedł na taras.
-Przepraszamy za naszego syna. On i te jego humorki-zaśmiała się pani Verdas.
A mi w cale nie było do śmiechu. Czemu oni jej tak nie lubią ? Po za tym że jest wstrętną dziwką. Za co można jej nie lubić ? Po krótkim zastanowieniu ruszyłam za chłopakiem. Zauważyłam go leżącego na trawie i wpatrującego się w niebo. Dołączyłam do niego.
-Duży wóz-powiedziałam po chwili wpatrywania się w piękne gwiazdy i wskazałam konstylacje.
-A tu mały-powtórzył mój gest.
-Co twoi rodzice mają do Lary ?
-Nie lubią jej i tyle. Lara nie jest idealna, ale jest sobą za to ją uwielbiam. A oni po prostu nie mogą pogodzić się z tym, że Lara to nie ty.
-Ja ?
-Tak, dla niech byłaś idealną synową.
Po godzinie opuściliśmy piękną posesję Verdasów.
-Violu-zaczął tata-państwo Verdas zaproponowali mi pracę.
-Naprawdę ?-kiwnął głową-to cudownie.W sumie ja też mam dla ciebie nowinę. Już jutro wyjeżdżamy na Hawaje !!
-Myślisz, że te ciołki same załatwiły wakacje ? Ktoś musiał im pomóc.
Kiedy tata odwiózł mnie do Fran, szybko pobiegłam do swojego pokoju i zaczęłam się pakować. Czekało mnie mnóstwo roboty w końcu jedziemy na tydzień.
Czwartek
8.00
Samochód Dziewczyn
Camila
Za 2 godziny mamy samolot. Wszyscy jesteśmy spakowani,zwarci i gotowi. Wszyscy to znaczy- Ja , Lusia, Vils, Fran, Fede, Marco, Leon i....Lara. Tak, Lara. Niestety...ale w sumie może ją polubiny ? Co ja mówię? Jej się nie da polubić. Właśnie dojechaliśmy na lotnisko. Wysiadłyśmy z samochodu i czekałyśmy na chłopaków ( dziewczyny jechały jednym a chłopacy drugim).
2 godziny później
Właśnie wsiedliśmy do samolotu. Ja siedzę koło Lu i Fran, a Lu obok Vilu a jej przytrafiła się Lara. Przerąbane. A u Chłopaków Marco siedzi przy oknie obok niego Leon. Fede jak zawsze pechowy siedzi koło Leona i jakiegoś spasionego gościa, który próbuje nakarmić go obślinionymi orzeszkami z ręki.
-Proszę zapiąć pasy. Wylatujemy.-usłyszałam piskliwy głos stewardessy i poczułam jak wzbijamy się w powietrze.
Po 10 minutach wpatrywania się w tą dziwną babę zauważyłam, że Fran czyta książkę, Lu słucha muzyki, Viola pisze w pamiętniku, Lara podziwia widoki, Leon też czegoś słucha, Marco śpi na Fede, a biedny Włoch bezskutecznie próbuje zwalić z siebie śpiochów. Tak, śpiochów ten gość też śpi. W sumie nie mam nic lepszego do roboty niż poczytanie jakiś czasopism. Jak pomyślałam tak zrobiłam.
19.30
Fran
Lot był bardzo długi i męczący. Jesteśmy już w domku, który wynajęli chłopcy. Jest tu pięknie, tak przytul nie i tak uroczo *-*Naprawdę się postarali.
Po wyczerpującym locie zdecydowaliśmy, że zwiedzanie zostawimy na jutro, a dziś zjemy kolacje i pójdziemy spać. Wyszliśmy z domku na plaże (był prawie nad samym morzem) bo chłopcy uparli się żeby zrobić powitalne ognisko i uczcić nasz przyjazd. Nawet miejsce ogniska było świetnie zrobione. Na środku stało wielkie ognisko otoczone przez kilka drewnianych ławeczek z oparciami. Z boku był też stół również cały z drewna. Zajęliśmy miejsca, a Leon i Marco rozpalili ogień. Fede nabijał kiełbaski na te takie patyki, których nazwy jakoś nie pamiętam. W czasie gdy kiełbaski się piekły my śpiewaliśmy piosenki z dawnych lat. Fede grał na gitarze, której jakoś wcześniej nie zauważyłam.Tylko Leon nie śpiewał, szkoda że porzucił swoją pasję tak łatwo.
Po 2 godzinach byliśmy już na maxa zmęczeni i lekko podpici. Fede to nawet mokry, bo wpadł do morza. Idiota, jak Lu z nim wytrzymuje ?
Następny dzień
15.00
Ludmila
Od kilku godzin włóczymy się po mieście, byliśmy już w pałacu 'lolani, Bishop Muzeum i w zoo.
Feduś niestety nie ma podejścia do zwierząt. Lama lizała mu włosy, a po jakimś czasie chciała je odgryźć do tego małpa ukradła mu popcorn. Teraz spacerujemy po mieście i oglądamy widoki. Nagle zobaczyłamkogoś znajomego.
-Ej, czy to nie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo Was przepraszam !!
Miałam mały brak weny,
oddałam kompa do naprawy,
a teraz mam kare.
Jak można mieć kare w wakacje ?
Trzeba być tylko taką ciocią jak mua..
(mua...hhuehue nie wiem jak się pisze ja inteligencją nie śmierdzę)
Więc cały rozdział pisze na telefonie.
Sorki za błędy.
Dyslektyk ze mnie xD
Co do rozdziału:
Honolulu aww :*
Jutro ( w sensie dzisiaj) jadę do babci,
mieszka w Olsztynie więc mam mega daleko... taa urok Krakowa. Tam nie będzie netu !!! 
Nie wiem kiedy next,
może pójdę do jakiejś kafejki internetowej,
Mcdonaldu czy gdzieś i coś napisze. Wracam za tydzień...lub dwa. Wszystko zależy od mojej mamuśki. Mam do Was jedno pytanie oglądacie jeszcze jakieś inne seriale oprócz Violetty ?
Ja oglądam jeszcze Vampire Diaries (zajebiste mega mnie wciągnęło) Teen Wolf, Słodkie Kłamstewka i The Orginals.
A wy co polecacie ?
3kom=next :-)
                                     Mechi <3

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 14 Wyciskacz łez ?

Violetta
17.30
Od kilku minut stoję przed szafą i wybieram ubranie na dzisiejszy wieczór. Muszę spodobać się Leonowi i wyglądać lepiej niż ta dziwka. Jeszcze raz spojrzałam w głąb szafy i dostrzegłam idealny zestaw. Szybko go ubrałam i pobiegłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zrobiłam mocniejszy makijaż. Potem zakręciłam włosy i popsikałam się ulubionymi perfumami.


















Spojrzałam na zegarek, dochodziła 19.00. Najwyższy czas wyjść. Szybko zbiegłam po schodach i opuściłam dom. Zamknęłam jeszcze drzwi, a klucze wrzuciłam do torebki, którą zgarnęłam po drodze.
Rozglądnęłam się, było już ciemno. W sumie nie chcę mi się iść pieszo, pojadę autobusem. Przeszłam przez jezdnią na przystanek i spojrzałam na rozkład. No to za chwilę powinien przyjechać. Tak jak myślałam, już po kilku minutach wsiadałam do prawie pustego pojazdu. Wysiadłam przed samym klubem, już wtedy zauważyłam Leona wysiadającego z taxi. Stwierdziłam, że lepiej będzie na nich poczekać.
-Hej Violu-powiedział kiedy mnie zobaczył.
-Cześć-trochę się zdziwiłam, bo był sam-gdzie Lara ?
-No trochę się pokłóciliśmy i zadzwoniła że nie przyjdzie.
-Acha...-cały wieczór spędzony w jego towarzystwie, sam na sam. Trochę dziwne, ale nie narzekam.
Weszliśmy do lokalu, usłyszeliśmy głośną muzykę i usiedliśmy przy barze w celu zamówienia sobie jakiegoś drinka. Kiedy kelner podał nam zamówienia utopiłam swoje usta w dość mocnym trunku. Minęły może 2 godziny, a my byliśmy kompletnie pijani. Nagła fala odwagi kazała pociągnąć Leona na parkiet. Tak też zrobiłam. Akurat leciała dość wolna piosenka. Odwróciłam się do niego tyłem, kładąc jego ręce na mojej talli. Zaczęliśmy się poruszać w rytm muzyki, kręciłam swoim zgrabnym tyłeczkiem co chwilę ocierając się o jego przyjaciela. Czułam jak delikatnie się unosi. Po chwili Leon zaczął całować mnie w szyję. Potem urwał mi się film...
                                                               
Następny dzień
Środa
Ludmila
12.00
-Dziewczyny czy to nie dziwne, że Viola nie wróciła na noc ?
-Bardzo. A jeśli coś jej się stało ?-zaczęła panikować Fran- Albo..
-Albo poszła do Leona -przerwała jej Cami-i...no wiesz pewnie byli pijani-poruszała śmiesznie brwiami.
-A Lara ?
-No...w sumie to nie wiem.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk otwierania drzwi. Szybko tam pobiegłyśmy, ukazała nam się zapłakana Viola.Nie pytając o nic przytuliłyśmy ją.
-Dziewczyny...-powiedziała łamiącym głosem-jja się z nim przespałam-szepnęła i wybuchła jeszcze większym płaczem.
-Violu...-zaczęłam, ale ona wyrwała nam się i uciekła do siebie.


Violetta
Jak ja mogłam mu to zrobić ? Jak ?- te pytania ciągle krążyły po mojej głowie. Jak mogłam być taka głupia. Pewnie teraz ma mnie za idiotkę.
-Vils....-usłyszałam dziewczyny.
-Wejdźcie
Kiedy weszły do pokoju usiadły obok mnie na łóżku i przytuliły mnie z całych sił.
-On mnie teraz nienawidzi to wszystko moja wina-powiedziałam smętnym głosem.
-Nie mów tak, on też jest winny. Przecież byliście pijani...-próbowała mnie pocieszyć Fran.
-No to co z Larą ? Przecież ona go zostawi.
-Wieszz...Lara też ma coś na sumieniu-odezwała się Cami, a Lu i Frania walnęły ją łokciem- No co ? Przecież prędzej czy później się dowie.
-Ale o czym ?-zapytałam zdezorientowana.
-No dobra, Vilu Lara i Diego są razem.-powiedziała Lu.
I teraz wszystko stało się jasne. Wiedziałam, że Diego to taki idiota, ale Lara ?? W sumie po niej tez można było się tego spodziewać.
-Musimy pogadać z Leonem.
-Nie uwierzy nam, potrzebny nam dowód. Inaczej nic z tego nie będzie.
Po chwili usłyszałyśmy jakby ktoś wchodził do domu, później głos Fede:
-Leon !!
Że co on tu jest ??? O kurde!! Dobra,Violka trzeba zachować spokój.
-Lu !!!
-Idę-krzyknęła i zeszłą do wołającego Włocha.
My poszłyśmy za nią. Unikałam jego wzroku, nie potrafiłabym spojrzeć mu teraz w oczy.
-My wychodzimy-pokazał na siebie, Leona i Marco-zostajecie same.
-Ok, a gdzie idziecie ?
-Yyyy...no na taki męski wieczór.
-Dobra, tylko nie wróćcie za późno.
Kiedy wyszli, zaczęłyśmy rozmowę:
-Nie wydaje się wam to trochę podejrzane ?-zapytała Cams.
-Bardzo, ale dajmy sobie spokój. Lepiej się zrelaksować i oglądnąć sobie jakiś film.
-To ja idę zrobić popcorn-powiedział Fran
-A ja wybiorę film- zaoferowała się Cami.
-Nie za dużo tego relaksu ? Jak było wczoraj w spa ?
-Lepiej żebyś nie wiedziała, powiemy ci tylko tyle, że mamy tam zakaż wstępu.
-Hahha to musiało być dobre.
-No to co dziewczyny, wyciskacz łez ?-zapytała Camila kiedy wróciła z filmami.
-Pokiwałyśmy głowami.
-Fran weź jeszcze chusteczki-krzyknęłam.
Kiedy Frania wróciła do nas z wyżerką i chustkami zaczęłyśmy oglądać film.

Fede
Właśnie jedziemy do biura podróży, w którym chcemy załatwić niespodziankę dziewczyną.
Po 2 godzinach szukania i załatwiania formalności wyszliśmy z wielkiego wieżowca i z kierowaliśmy się do domu Fran. Kiedy tak jechaliśmy zauważyłem, że Leon jest jakiś przybity.
-Leon, o co chodzi ?-zapytałem prosto z mostu.
-Nie, nie o nic...-próbował się wymigać.
-Przecież wiemy że coś się stało, jesteśmy przyjaciółmi możesz nam powiedzieć-powiedziałem, a Marco mi przytaknął.
-No..ja przespałem się z Violką.-odpowiedział załamany.
-To chyba dobrze nie ?-odezwał się Marco.
-A Lara ?
-Ouu, no to stary jesteś w czarnej dupie. Chociaż...uważaj na Larę.
Chciał jeszcze coś powiedzieć ale mu przerwałem:
-Już jesteśmy.

W domu
Gdy weszliśmy do środka zobaczyliśmy dziewczyny siedzące na kanapie i ryczące w poduszki. Znowu oglądały jakiś kretyński film.
-Viola, Lu, Fran mamy dla was niespodziankę !! Lecimy na wyspę O'ahu do stolicy Hawajów Honolulu !!!-powiedziałem.
-Aaaaaa!!!-krzyknęłyśmy szczęśliwe i rzuciły nam się na szyję.
-Kiedy ?
-Już jutro!!!


Wieczór
Violetta
Tata dzwonił do mnie że państwo Verdas zaprosili nas na kolację. Podobno chcą odnowić przyjaźń w najlepszym momencie. Ugh...
Zaczęłam się przygotowywać. Niby wszystko fajnie, ale jak się ubrać na taką kolacje ?
Po długim zastanawianiu stwierdziłam, że w tym powinnam wyglądać znośnie. Pobiegłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, zrobiłam delikatny makijaż, a do włosów wpięłam kwiatka. Wróciłam do mojego pokoju i w ekspresowym tempie odziałam się w suknie. Do niej dobrałam jeszcze dość wysokie, białe szpilki. Efekt był taki :











Zgarnęłam jeszcze torebkę i zbiegłam do salonu. Zastałam tam Ludmi i Feduśka, którzy leżeli na kanapie i się całowali. Chyba mnie nie zauważyli, to dobrze. Jak ninja przemknęłam się ze schodów za sofę i przykucnęłam tam. Delikatnie stanęłam na nogi, a kiedy moja twarz zobaczyła ich krzyknęłam:
-Bu !!!
Odskoczyli od siebie jak oparzeni co wywołało u mnie napad głupawki, I jeszcze te ich miny-bezcenne.
-Violka !-krzyknął rozzłoszczony Fede.
-Tak ?-udawałam niewiniątko.
-Czemu nam przerwałaś ?
-Bo nie chciałam na to patrzeć.
-Trzeba było sobie...-nie dokończył bo Lu mu przerwała
-Dobra Feduś, odpuść jakoś ci to wynagrodzę, a teraz idź może się czegoś napić czy coś. My musimy pogadać.
-Ok.
Kiedy opuścił pomieszczenie Luśka z cwanym uśmiechem zapytała:
-No, to dla kogo się tak wystroiłaś ?
-Dla nikogo, idę dziś na kolację z tatą do rodziców Leona.
-A on będzie ?
-No...
-Czyli jednak dla niego.
-Nie !!!
-Dobra mów sobie co chcesz ja i tak wiem swoje. Lepiej już idź bo się spóźnisz.-dodała zanim zdążyłam coś powiedzieć. I popchnęła mnie w stronę drzwi.
-Pa.
Przy wejście czekał na mnie już tata. Wsiadłam do samochodu i się z nim przywitałam.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o jakiś mało ważnych pierdołach. Wreszcie kiedy zaparkowaliśmy pod posesją państwa Verdas, musiałam zmierzyć się z lękiem i stresem. Wysiadłam z auta i tak jak ojciec podeszłam do wejścia. Tata zadzwoniła dzwonkiem i po kilku sekundach otworzyła nam pani Veronica. Kobieta była szczupłą brunetką w średnim wieku. Leon był do niej bardzo podobny. Kiedy weszliśmy do środka, znów poczułam tą pięknom woń cynamonu. Tu zawsze tak pachniało...czyli pani Julia nadal tu pracuje. Ten dom miał w sobie taką pozytywną energię. Uwielbiałam tu przychodzić. Ten zapach, te meble, wystrój pobudzają tyle wspomnień. Jedne złe, drugie dobra...Zdecydowanie więcej było tych dobrych.
Moje przemyślenia przerwał miły głos pani Verdas:
-Violu, może poszłabyś zawołać Leona ?
-Ddobrze, już idę.-powiedziałam niepewna swoich słów i tak jak prosiła Veronica poszłam po Leona. Na górze też nic się nie zmieniło. Podeszłam do drzwi, dawnego pokoju Leona i zapłukałam. Kiedy usłyszałam ciche proszę weszłam do pomieszczenia i spuściłam wzrok.
-Twoja mama prosi żebyś zszedł na kolacje.-chciałam już wyjść, ale poczułam że Leon łapie mnie za nadgarstek i obraca w swoją stronę.
-Nie sądzisz, że musimy porozmawiać ?
-Nnie...-próbowałam się wyrwać, ale na marne.- Puść mnie !
-To ze mną porozmawiaj.
-No to czego ode mnie chcesz ?-westchnęłam.
-Zapomnijmy o tym co się wczoraj wydarzyło. Nie chcę żeby tak było między nami. Zależy mi na tobie...

Veronica
Czemu oni tak długo nie wracają ? Lepiej po nich pójdę.
-German, idź zobacz co robi mój mąż, a ja sprawdzę co u dzieciaków.
-Wiesz może pójdę z tobą ?-przytaknęłam
Gdy staliśmy pod jego pokojem usłyszeliśmy jak Leon mówi do Violetty że mu na niej zależy. Bez wahania podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho. German chyba nie miał nic przeciwko bo sam zrobił tak samo. Cały czas gadali tylko o jakimś wczorajszym wydarzeniu. Nie mam pojęcia o co chodzi. Nasłuchiwaliśmy dalej, ale nagle ucichli. Poczułam tylko jak ktoś otwiera drzwi a my wpadamy do środka.
Upss..
-Mamo ładnie to tak podsłuchiwać ?-zapytał mój syn.
-A ty tato masz coś na swoje usprawiedliwienie ?-dodała Viola.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję Oliwi S. za komentarz :)
Jedyny...
Nie wiem kiedy next bo nie komentujecie...
Jeśli pod tym rozdziałem będą 3 komki next może pojawi się za trzy dni.
Słuchaliście już piosenek z płyty "Gira mi cancion"?
"Amor en el aire" mój Jorge <3
i Tini  "Superactiva"
zajebiste :*

                                                       Mechi <3

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 13 Verdas idioto!!/ Maseczka

Następny Dzień
12.00
Leon
Obudziłem się kompletnie nie wiedząc gdzie się znajduję. Było tam twardo, mokro i to uczucie jakby ktoś na mnie leżał. Ale jest ciężki... Powoli otworzyłem oczy, zauważyłem łazienkę, a na mnie smacznie spał Fede. Fede? Co ten idiota robi na mnie ?Szybkim ruchem wygramoliłem się z wanny i zwaliłem z siebie Włocha. Nadal spał jak zabity. A mnie dopadł potworny ból głowy, wczorajsze picie dało się we znaki. Podszedłem do lustra i doznałem szoku. Byłem ubrany w damskie bikini, a we włosach kucyki.Natychmiast je rozwiązałem. Kurwa ! Jak mogłem się tak upić ? Nic nie pamiętam. Verdas idioto! Dopiero teraz zauważyłem że Fede wygląda tak samo.Jak menele śpimy w wannie i do jeszcze w tym gównianym w bikini. Trochę popatrzyłem na tego głąba i stwierdziłem że lepiej będzie go obudzić. -Fede!-krzyknąłem trącąc go. I nic. -Fede !-nadal nic. No trudno został mi jeszcze jeden sposób-pomyślałem i oblałem go wodą. -Aaa!Leon, co ty robisz ? Auuu moja głowa!
-Wstawaj i lepiej zobacz co masz na sobie-powiedziałem opuszczając pomieszczenie.
Łazienka znajdowała się na parterze, więc wystarczyło postawić tylko kilka kroków i już znajdowałem sie w kuchni. Siedzieli tam Fran, Lu, Viola i Marco.
-Hej. Jak po wczoraj ?
-Cześć-odpowiedzieli zgodnie ale gdy mnie zobaczyli zaczęli się śmiać.
-Nawet dobrze, tylko ten potworny ból głowy. Stanowczo za dużo wypiłam.Kompletnie nic nie pamiętam.-odezwała się Luśka.
-Ja tez-potwierdziłem.
-My tez nie.
-Leon dlaczego masz na sobie mój strój kąpielowy ?-zapytała zezłoszczona Viluśka. -Yyy...w sumie to nie wiem. A wiecie gdzie się obudziłem ? W wannie z Fede w tym bikini i z kucykami. -Verdas weź to ściągaj.-wycedziła przez zęby na maxa wkurwiona. -Dobra-powiedziałem i załapałem za majtki. -Nie, nie tu-krzyknęły dziewczyny. A ja i Marco się zaśmialiśmy.
-Im to nie dogodzisz.-przekręciłem teatralnie oczami- A pomogły byście mi to chociaż odpiąć ?
Spojrzały na siebie porozumiewawczo, a Lu i Fran popchnęły Violke w moją. Szatynka powoli podeszła do mnie jakby bała się że jej coś zrobię.. Stanęła za mną, swoimi malutkimi i zręcznymi raczkami odpięła zapięcie. Kiedy jej opuszki palców dotknęły mojej skóry poczułem przyjemny dreszcz.
-Gotowe-usłyszałem budząc się z transu.
-Dzięki-skierowałem się do mojej sypialni w celu przebrania się wzięcia prysznica w drugiej łazience na piętrze.

15.00
Fran
Przed chwila wyszliśmy od Leon i właśnie wchodzimy do domu. Dzisiaj mamy plan żeby wybrać się do spa. -Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.-powiedział Fede rzucając się na kanapę.
Spojrzałam na niego, nadal miał na sobie swoje kapcie. Na damo wspomnienia wczorajszej afery z nimi chciało mi się śmiać.
-Taa...Dziewczyny idziemy w końcu do tego spa ?
-Do spa ? Same ?
 -Nom. A niby z kim ?
 -No z nami.
-Już czuje że ta rozmowa nie będzie najbardziej inteligentna więc od razu wam powiem że nie mogę. Umówiłam się z Leonem i Lara na dyskotekę.-powiedziała Viola.
-No trudno to pójdziemy w 3-odezwała się Cami, a Vilu od razu poleciała do siebie.
 Dziwne...
-Chciałaś powiedzieć w 5.-poprawił ją Włoch.
-Co ci aż tak na tym zależy ?-zapytała Lusia.
Fede tylko szepnął jej coś na ucho.
-Idiota.-powiedziała i walnęła go w ramie.
-Czyli idziemy w 5 ?
-A ty Marco idziesz ?
-Pewnie.
-Ok. To doprowadźmy się wszyscy do porządku i za około godzinę widzimy się w samochodzie.

1godz. póżniej
Samochód
Idioci, debile, idioci !!!-krzyczałam w myślach.
Jak można umawiać się na 16.00 i nie być na czas ?-cały czas zadawałam sobie to pytanie.
Jest już 20 po, guzdrały...
Chyba ktoś idzie, tak to Cami. Chwila..tylko czemu ona idzie bez butów ?
-Hej Fran, sorki że tak długo...
-Nie ma sprawy-powiedziałam i uśmiechnęłam się niemrawo-A dlaczego nie masz butów na nogach ?
-Bo właśnie pomalowałam sobie pazurki, a buty mam tutaj-wskazała na czarne sandały na obcasie-czy to nie Fede i Lu ?
-Tak, na szczęście już idą, a za nimi Marco
-Czemu tak długo ?-zapytałam kiedy wsiedli do auta.
-No wiesz taki fryz sam się nie robi-powiedział Fede.
-A ja jakoś nie wiedziałam w co się ubrać-dodała Lu.
-A ja po prostu cie szukałem.
-Dobra koniec tych tłumaczeń, jedziemy do spa trzeba się wyluzować-przerwałam im i ruszyłam do spa.
Nie minęło 20 minut,a już staliśmy pod budynkiem. Szybko wysiedliśmy z pojazdu i weszliśmy do środka spa.
-Dzień dobry-usłyszeliśmy od młodej kobiety która pracowała na recepcji.
-Dzień dobry-odpowiedzieliśmy.
-Chcieliśmy zamówić 5 zabiegów. Co pani poleca?
-Mamy takie zabieg na ogólne rozluźnienie, kąpiel błotna, maseczka, masaż i sauna. Można wybrać te które państwu pasują.Zapraszam do sali obok, tam czekają masażyści.
-Dziękujemy, płatności trzeba dokonać po zabiegach ?-kobieta delikatnie kiwnęła głową.
Zwartą grupą weszliśmy do pomieszczenia, które wskazała recepcjonistka.
Po pół godzinnym masażu, stwierdziłyśmy że pora na maseczki. Fede i Marco zrezygnowali, bo ich zdaniem to takie "nie męskie". Tsa...
No więc teraz siedzimy z maseczkami z zielonej glinki i ogórkami na oczach. A chłopacy..yyy... w sumie to nie wiem. Pewnie coś majstrują. Moje przemyślenia przerwał krzyk:
-Ty pedale !!! Zabiję Cię !!!-wrzasnął Fede.
O co im chodzi ? Z jednego oka zdjęłam ogórka, to co ujrzałam zwaliło mnie z nóg.
Fede i Marco obrzucali się jakąś maseczką. Wszystko było już upaprane. Fuj...
-Dziewczyny-szepnęłam, żeby nie zwrócić ich uwagi(chłopaków) i delikatnie trzepnęłam ich ramiona.
-Co Fran ?-pierwsza odezwała się Cami.
-Popatrzcie-powiedziałam już głośniej i pokazałam na dwóch pajaców bijących się tą papką.
-Zabije ich co za debile !-skomentowała Lu-Fede !!!-kiedy krzyknęła Włoch się odwrócił, a do pokoju weszła pani z recepcji. Federico myśląc że to Marco, rzucił w nią maseczką.
-Upss...-powiedział kiedy zauważył w kogo trafił.
-Aaaaa !!Co się tu stało ?-wrzasnęła rozwścieczona.
-No my tylko...no..ten.-jąkał się Marco.
-Wynocha z tond!!! I nigdy nie wracajcie !!! Jesteście na czarnej liście i więcej Was tu nie wpuszczę !!
Biegiem opuściliśmy lokal i wsiedliśmy do samochodu. Jak ostatni idiotki jechałyśmy z maseczkami na twarzy. Ludzie musieli mieć z nas niezłą bekę. Chłopacy jeszcze pożałują z nami się nie zadziera. Będzie kara...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 13 :)
13-pechowa trzynastka.
Ale tutaj chyba nie taka pechowa ;)
Maseczka O_O i ogóreczki
Dedykowany Oliwi S.
Dziękuję Ci za wszystkie komentarze i to że czytasz to dziadostwo.
Za każdym razem z niecierpliwieniem czekam na twoja ocenę.
Dziękuję :*
Kocham <3
A wracając do 13 chyba wyszła trochę dłuższa...lub nie xD
Bajo Bajo
W następnym Leon, Viola i Lara w klubie...oj będzie się działo^^^
3 Kom= Next 

                                                                                 Mechi <3

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 12 Niebieskie króliki...

Ludmila
Właśnie zastanawiamy jak ubrać się na imprezę. Po 2 godzinach męczących przebieranek i poszukiwań znalazłyśmy idealne kreacje:

Lu












Cami















Fran



















Vilu






Było już trzy kwadranse po 18.00, więc szybko zeszłyśmy schodami i udałyśmy się do kuchni gdzie Feduś wypychał sobie buty papierem, a Marco mu pomagał. Dziewczyny wybuchły śmiechem, mi udało się zachować powagę.
-Fede, kochanie weź wytłumaczy co robisz ?
-Lu jak ty pięknie wyglądasz.
-Nie próbuj zmieniać tematu-z tą powagą już nie wychodziło mi najlepiej.
-Luśka no, co mogę robić ? Wypycham sobie buty gazetami bo są trochę za duże. Boję się że mogą mi spaść. Nigdy na takie coś nie wpadłaś ?
-Nie...??-już nie tłumiłam śmiechu, zaczęłam brechtać jak idiotka- No wiesz zazwyczaj kupuje buty w swoim rozmiarze. Weź wiochę mi zrobisz,włóż inne.
-To ostatnia para, wziąłem tylko 3 tą, te co wczoraj,ale one są brudne noi...króliczki.
-To idź w królikach.
-A nie myślisz że tak zrobię ci jeszcze większy przypał ?
-Nie będę się do ciebie przyznawać, proste i łatwe.
-Ech..-powiedział i zniknął w drzwiach kuchni. Potem usłyszeliśmy tylko skrzypienie schodów.
-Ludmiła, przecież ją mogłem pożyczyć mu jakieś buty.
-Wiem, ale niech ma za swoje-powiedziałam ze zwycięskim uśmiechem.
Po paru minutach znów usłyszeliśmy dźwięk schodów, a przed nami stał Włoch z głupią miną. Spojrzałam w dół i ponownie zaczęłam rechotać. Niebieskie króliki robiły swoje. Po mnie wszyscy walnęli głupkowate uśmieszki i też wybuchli. Biedny Fede spuścił głowę i jego twarz ogarnął wielki rumieniec. Po chwili beki wszyscy opuściliśmy domek Frani i wsiedliśmy do samochodów. Podzieliliśmy się na dziewczyny-chłopaki. U nas prowadziła Fran, a u tych pajaców Marco. Na szczęście on bo Fede w tych butach daleko by nie dojechał. Minę 15 min a my staliśmy pod posesją Verdasa.

 Leon
Impreza trwa już godzinę, wszyscy świetnie się bawią a ja poszukuje Lary. Po chwili dostrzegłem dość podobną dziewczynę która kieruje się do wyjścia. Trochę się wahałem ale pobiegłem za nią. Nigdzie jej nie było. Zacząłem się rozglądać i znów rzuciła mi się w oczy jej sylwetka. Teraz już wiedziałem że to ona. Stała koło jakiegoś chłopaka który był szaleńczo podobny do Diego.
-Lara?
-O Leon, poznałeś już mojego...yy kuzyna Diego ?
-Tak..-wycedziłem przez zęby.
-Leon, jak miło znów cię widzieć-uśmiechnął się kpiąco.
-Skąd się znacie ?
-To chłopak Violetty...-powiedziałem niechętnie.
-Tej Violetty ?-kiwnąłem głowa.
-Nie wspominałeś o niej-spojrzała na niego z pretensją ale czułem jakby udawała.
-Jakoś wyleciało mi z głowy.
- A wracając do Vilu, nie skończyłem z tobą.
-Ale co ja ci zrobiłem ?
-Nie udawaj głupiego, uderzyłeś Viole.
-Naprawdę ją uderzyłeś ?-zapytała Lara.
-Nie !On sobie coś wymyślił !!! Nie mam ochoty tego słuchać!!-krzyczał niby urażony.
-Przecież on kłamie !!! Lara!!!
-Jak możesz go tak oskarżać!!! Diego wychodzimy !!!
-Jemu wierzysz a mi nie ?
Nic nie odpowiedzi tylko smutno na mnie spojrzała i odwróciła się na piecie ciągnąc za sobą tego idiotę. Nadal jednak miałem wrażenie że udaje.Zrezygnowany wróciłem do domu w którym usłyszałem imprezowy huk. Wszyscy świetnie się bawili tylko ja byłem przygnębiony po sprawie z Larą. Dlaczego ona się tak zachowuję ? Nie ufa mi, w ogóle jest jakaś dziwna. Dobra, Verdas nie przejmuj się nią, może ma jakieś swoje humorki i problemy. Ja nie muszę się w to mieszać. Wreszcie się wyluzowałem i podszedłem do przyjaciół. Po 2 godzinach wszyscy byli już pijani, jedni mniej inni więcej ale każdy miał już za sobą jedną puszkę piwa. Niektórzy trochę przesadzili, np. Fede zaczął tańczyć jak striptizer, a Marco całował jego niebieskie kapcie. Swoją drogą dlaczego założył króliki ? Idiota..
-A wiecie że Diego i Lara to kuzyni ?-zapytałem pijany.
-Naprawdę ???-zapytała Luśka-przecież niedawno widzieliśmy ich w parku całujących się.
-A to suka !!-krzyknąłem, wtedy coś jeszcze kojarzyłem.
-Ale z niego drań!! Zabiję go !!!-wrzasnęła równie podjarana Violka.
Balowaliśmy tak do 1.00, a później urwał mi się film...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Króliczki !<3 <3
                Niebieskie ^^
Rozdział krótki...sorki
Następny postaram się napisać dłuższy i szybciej ;)
Trochę się na Was zawiodłam, pod tamtym rozdziałem były tylko:
2 komy !!!!
A na nexa miało być 5 !!!
Więc dziś nie obejdzie się bez szantażyku :P
3 KOMY=NEXT :)
Nie rozpisuję się zbytnio
                       
                                                       Mechi <3

PS. Oglądaliście mecz ? Jakaś masakra !!!! Argentyna przegrała :( :( Mój Messi <3 Smutam.. :(

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 11 Masz brudne myśli kochana

Z miłego, słodkiego chłopaka w damskiego boksera.
-Zostaw ją !!!!-usłyszałam krzyk..Leona(WTF?)
-Leon ?? Co ty tu robisz ?-zapytałam zdziwiona.
-Obrońca się znalazł !!!-zaśmiał się złośliwie Diego.
-Ty nie wiesz że dziewczyn się nie bije ?
-Dobra, mogę bić ciebie-powiedział i uderzył Leona pięścią w oko.
Leon też go walną i zaczęła się walka, krzyczeli na siebie i wyzywali bijąc się coraz mocniej.Tak nie może być, zawołałam jakiś 2 chłopaków żeby pomogli mi ich uspokoić. Jak się okazało byli to Fede i Marco.
Szybko rozdzielili chłopaków.
-Co wam odbiło ?-krzyknęłam.
-Vvillu..-wybełkotał Leon, który ledwo mówił bo z ust leciała mu krew.
-Jego się pytaj, ja z tond spadam. Tylko pamiętaj, ja nie odpuszczę.
-Leon, poco to zrobiłeś ? Poradziła bym sobie.
-Nnie...oonn ciię uderzrzył ! Musiałem zzarreaagowwać !
-Dobra, już się nie tłumacz, tylko chodź do domu musimy opatrzyć te rany.
Po kilku minutach doszliśmy do domu Fran i posadziliśmy Leona na krześle w kuchni.
-Chłopacy możecie iść, ja się nim zajmę.
Powoli podeszłam do szafki, w której powinna znajdować się poszukiwana przeze mnie rzecz. Bingo! Jest tam. Wyciągnęłam krwisto czerwone pudełko i położyłam je koło siedzącego chłopaka. Wzięłam do ręki szmatkę i wodę utlenioną i powoli zaczęłam przemywać jego twarz. Syknął z bólu. Miał rozwalony łuk brwiowy, wargę, podbite oko i całą zakrwawioną twarz. Diego nie wyglądał lepiej.
-Boli ?-zapytałam z opiekuńczością.
-Jak cholera.
-Po co to zrobiłeś ?
-Nie mogłem stać z założonymi rękami gdy on Cię bije.
-A w ogóle co tam robiłeś ?
-Jja..byłem na spacerze. Tak na spacerze.
-Naprawdę ? Z kim ?-zapytałam z przenikliwym wzrokiem.
-Noo....sam..Dobra, dobra śledziłem Cię, zadowolona-kiwnęłam głową-już się tak na mnie nie patrz !!!
-Czemu mnie śledziłeś ?
-Co to jakiś wywiad ?
-Może. To czemu ?
-Tak, jakoś byłem ciekawy gdzie się tak śpieszysz.
-Lub byłeś zazdrosny.
-Nie.
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie, ty byłaś zazdrosna w urodziny Fran.
-Nie byłam
-Byłaś, bo byś o tym nie wspominała.
-Nie!! A było fajnie ?-zapytałam z głupim uśmiechem.
-Nom, spanie na podłodze jest fajne.
-Co ?
- A co ty myślałaś ?
-Że wy wiesz..
-Masz brudne myśli kochana.
-No to skąd te jęki ?
- Lara jęczała przez sen.
-To wytłumacz jeszcze twoją reakcję przy śniadaniu.
-No bo jak wstałem, na twarzy miałem narysowane wąsy i myślałem że o to Ci chodzi.
-Hahah, ale kto Ci je namalował ?
-A ja wiem? Pewnie Fede.
-To jaka będzie zemsta ?
-Nie będzie czasu na zemstę, bo jutro rano wracam do domu.
-Jak to ?
-A co będziesz tęsknić ?-zapytał z cwanym uśmiechem.
-Nnie...możesz pomarzyć.
-Jąkasz się, czyli kłamiesz.
-Wwcale nie.
-A właśnie że tak.
-Nie!
-Dobra nie kłóćmy się, muszę się spakować.
-A mogę Ci pomóc ?
-Jeśli chcesz..
Skończyłam opatrzenie jego twarzy. Odłożyłam apteczkę na miejsce i oboje ruszyliśmy do pokoju chłopaka. Usiadłam na łóżku, a Leon podbiegł do szafy i wyjął z niej
wielką walizkę.:Zaczęliśmy wyciągać ubrania z jego szafy i pakować je. W szafie dominowały koszule w kratę. Znalazłam tam jeszcze bokserki z napisem: król seksu. Leon się trochę speszył, ale nic nie powiedział tylko wyrwał mi je z rak.
-Lara ci je kupiła ?
-Nie..
-To kto ?
- W sumie to nie wiem bo bylem kiedyś na imprezie i tak w połowie odpłynąłem. Rano obudziłem się koło jakiejś dziwki a tydzień później dostałem je pocztą. Więc mogą być od niej.
-Aaa...
Po godzinie spakowaliśmy większość rzeczy z całego pokoju. Została tylko łazienka, miałam  otworzyć drzwi kiedy zadzwonił mój telefon.
-Leon zacznij sam ja zaraz dojdę.
Wyszlam na korytarz i spojrzalam na wyswietlac
- Katy*-szepnęłam.
Zdecydowanym ruchem nacisnęłam zielona słuchawkę:
-Halo ?
- Hej Violu.
-Cześć Katy. Co się stało ze dzwonisz ?
- Pamiętasz ten bardzo ważny pokaz który musiał być odwołany z powodu zawalonego dachu ?
- No jasne, przecież miałam go otwierać.
-Szefowa stwierdziła ze skoro tam się nie odbędzie trzeba znaleźć jakieś nowe unikalne miejsce, namówiłam ją na BA. Pokaz będzie się w czwartek o 17.00 w głównym teatrze.
-Aaaa to cudownie !!!
Dzieki za info.
-Dobra Vils muszę kończyć zostało mało czasu do przygotowań. Do zabaczenia w czwartek.
- Pa kochana, pozdrów ekipę.
Po skończonej rozmowie wróciłam do Leosia, który całkiem nieźle sobie radził.
-Co ci jeszcze zostało ?-spytałam i chyba go tym przestraszyłam bo lekko drgnął.
-W sumie to chyba koniec, właśnie spakowałem łazienkę. Tak to reszte jutro.A kto dzwonił?-zapytał ciekawy-Jeśli mogę wiedzieć-dodał.
-Katy-odpowiedziałam krotko.
- A tak jaśniej ?
- Moja menadżerka dzwoniła w sprawie pokazu który ma się odbyć w BA.
-Naprawdę ?-kiwnęłam głową-występujesz na nim ?-powtórzyłam ruch- no to gratuluje.
W odpowiedzi tylko szczeliłam wielkiego banana.
Następny dzień
Poniedziałek
15.00
Camila
Własnie żegnamy Leona, ale nie na długo bo z okazji powrotu organizuje imprezę o 19.00.
-Leon naprawdę będziemy tęsknic- odezwała się Fran.
-Będzie nam ciebie brakowało-dodał Marco
-Przez was czuje się jak bym wyjeżdżał z kraju lub umierał-zaśmialiśmy się.
Po 10 minutach przyjechało zamówione taxi. Pożegnaliśmy się wielkim miśkiem i całusem w policzek.
-To do zobaczenia na wieczorku filmowym możecie przyjść wcześniej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Katy*-menadżerka Vilu
Nie zawieszam !!!! Na razie...
Publikuję ten rozdział chociaż nie powinnam bo się na Was zawiodłam.
Macie szczęście że mam dobre serce :) Oh oh
Teraz na serio, mam nadzieję że podziękujecie komentarzami :3
A wracając do rozdziału :
Dedykowany Oliwi S.
Dużo, dużo, dużo Leonetty <3
Chyba trochę przesadziłam, ale tak dobrze mi się pisało no i... tak jakoś tyle wyszło :P
Imprezka ;)
Troszkę się rozpisałam, jeszcze te buźki ;) ;) :)
Mam dziś wyjątkowo dobry humorek ;*
Ale szantażyk jest:
5 kom= Next xD
A w ogóle jak wakacje ???
Tęsknicie za szkołą ??
Bo ja bardzo hahaha dziwnie to brzmi, ale tęsknię za klasą nie za lekcjami ^^
Już Was nie zanudzam jesteście wolni :@
                                           
                                                           Mechi <3
PS.Na serio się rozpisałam :)
Pozdrawiam M<3

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 10 Nareszcie zielone !!!!

W tej chwili drzwi do domu otworzyły się i moja bielizna poleciała w twarz tego kogoś. To był...Leon !!!
-Fajna bielizna-powiedział zdejmując ją sobie z twarzy i dokładnie oglądając.
-Yyy...dzięki-powiedziałam zarumieniona, posyłając wrogie spojrzenia w kierunku dziewczyn, które powoli wycofywały się z pomieszczenia- A teraz oddaj.
Z głupim bananem na twarzy podał mi koronkowy materiał. Na dotyk jego dłoni przeszedł prze ze mnie miły prąd. Drgnęłam.Mam nadzieje że tego nie zauważył.
-Już nie rumień się tak- powiedział delikatnie ściskając mój polik, jednocześnie wymijając mnie.
-Ale ja..nie- jakoś nie wiedziałam jak się usprawiedliwić ze stresu szczeliłam wielkiego buraka.Zawstydzona odprowadziłam wzrokiem bruneta na schody, którymi kierował się do swojego pokoju.

Fran
Dziewczyny pochwaliły mi się swoimi zdobyczami, trochę im zazdroszczę, ale nie żałuję Marco dobrze mi to wynagrodził.Opowiedziały mi tez o incydencie Violi z bielizną. To się uśmiałam. Teraz siedzimy u Luśki w pokoju na tak zwanych plotach. Jesteśmy w temacie chłopak:
-To z kim był wasz pierwszy raz-wypaliła Cami śmiesznie ruszając brwiami.
-No mój był z Leonem, jeszcze za czasów Studio, jak byliśmy razem.-powiedziała blondynka.
-Na prawdę ? Myślałam że to nie było tak na poważnie.
-Na właśnie, opowiedz szczegóły-przytaknęła ruda.
-No bo chodziło oto że on wtedy już to robił, a ja jeszcze nie i wpadałam na pomysł by mógł mnie rozdziewiczyć. A później spotykaliśmy się ze względu na przyzwyczajenie i może trochę przez seks.
-Żałujesz ?-spytałam ciekawa.
-Chyba nie, przynajmniej nie zrobiłam sobie wstydu przed Fede. Dobra, koniec o mnie teraz ty Fran.
-No, wiecie ja jeszcze nie, w sumie stwierdziłam że nie jestem jeszcze gotowa.
-Jak to nie jesteś ?-wtrąciła Cami
-No tak to.
-A Marco naciska ?
-Nie, wytłumaczyłam mu że nie chcę się śpieszyć. Zresztą ten pierwszy raz musi być magiczny, a ja nie jestem pewna.
-Uczuć do Marco ? Wątpisz?- zaczęły wypytywać.
-Nie! Chodzi mi oto że nie wiem czy tego chcę już teraz. Teraz Cami.
-Noo, w sumie dużo razy już to robiłam, ale pierwszy był chyba też Leon.
-Jak to ?-krzyknęłyśmy razem z Lu.
-Rok po tym jak Violka go zostawiła, przyjechałam do Ciebie w odwiedziny-zwróciła się do mnie- bo miałam wolne. Na Leona wpadłam kiedyś na ulicy i zaprosił mnie do siebie, trochę się opiliśmy no i jakoś wylądowaliśmy w łóżku.
-A to było wtedy kiedy, wmówiłaś mi że poszłaś odwiedzić rodziców i zostałaś na noc.
-Nom, wtedy.
-Więc jak Ci się podobało ?-zapytała Ludmi.
-Musze wam powiedzieć że Leon jest o wiele lepszy niż większość tych typków z dyskotek i klubów.
-Tak, Leon jest świetny.-ciągnęła Lu, a ja poczułam się dziwnie, przecież Viola kocha Leosia, a tu się okazuje że przeleciał prawie wszystkie panny z naszej paczki.
-A wiecie że Naty, też mi kiedyś mówiła, że też się z nim kochała. Teraz twoja kolej Fran.
-O nie, nie ja będę tą wyjątkową, po za tym chcę to przeżyć z Marco. Może skończmy temat pogadajmy lepiej o tym nowym serialu, który właśnie wszedł na antenę.
-Ten, z tym boskim aktorem ?
-Jest mega przystojny.
I tak zleciało nam całe popołudnie.


Violetta
Siedzę w swojej sypialni i przeglądam stare wpisy w pamiętniku. Większość jest o tacie, dziewczynach, muzyce, przyjaciołach, studiu i...Leonie. Prawie na każdej stronie była o nim mowa, wszędzie pisało o mojej miłości do niego, o naszym szczęściu. Jak ja mogłam go zostawić ? Naprawdę żałuję że tak go zraniłam. Moje rozmyślanie przerwał telefon. Dzwonił Diego. Czego on może ode mnie chcieć ?
Rozmowa:
V-Halo ?
D-Masz natychmiast przyjść do parku-powiedział i się rozłączył.
Jeszcze nigdy nie słyszałam go tak wściekłego. Wstałam z łóżka i pędem opuściłam pomieszczenie. Biegłam po schodach, potykając się o własne nogi i o mało się nie przewracając. Pobiegłam do holu trącąc  skołowanego Leosia, założyłam buty, płaszcz i szybkim tempem opuściłam dom.

Leon
Gdzie ona się tak śpieszy ? Chyba nie będzie mieć nic przeciwko jeśli trochę ją pośledzę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i też wyszedłem z domu. Zacząłem się za nią rozglądać, zauważyłem ją jak przechodziła przez przejście. Akurat było zielone światło, ale gdy tam dotarłem jak na złość zrobiło się czerwone. Cholera!! Bezradnie wyżywałem się na przycisku przyśpieszającym przedostanie się na drugą stronę.Próbowałem nie spuszczać jej z oczu, ale czas dłużył się niemiłosiernie. Chyba idzie w stronę parku.
Nareszcie zielone!!!-krzyknąłem w duchu, a na mojej twarzy pojawił się wielki banan. Czym prędzej ruszyłem za dziewczyną, która powoli znikała w oddali.Tak jak myślałem szła do parku, chyba na kogoś czekała. Żeby mnie nie zauważyła schowałem się za drzewem rosnącym niedaleko.Chwila, ktoś do niej idzie, to...Diego!! A co ta małpa tu robi ? A on nie jest w NJ ? Nie ważne. Ten gość podszedł do niej i pocałował ją w policzek, a ona ją się skrzywiła (???). Zaczęli rozmawiać, najpierw spokojnie, a za chwilę zaczął na nią wrzeszczeć, a na twarzy był cały czerwony. Myślałem że to wszystko, ale ten koleś ją...uderzył !!!! Nie wytrzymałem!!

Violetta
Czekam w parku na tego idiotę, o idzie.Pocałował mnie w policzek, a ja się skrzywiłam.
-Cześć kochanie-powiedział słodkim głosem-Musimy porozmawiać-dodał ostrzej.
-Hej..Ale o czym ? W ogóle po co mnie tu ściągnąłeś ?
-Jak to o czym ? O twoim kochanym tatusiu.-uśmiechnął się kpiąco.
-Co on ma do tego ?
-Chodzi tylko o niego, słyszałem z wiarygodnego źródła że twój tatulek planuje się zwolnić. Jakim prawem!!!!
-A co twoi rodzice mają z tym jakiś problem ? Może będę tęsknić?-zaśmiałam się, a nim aż potrząsnęło i w jednej chwili stał się cały czerwony na twarzy.
-Nie śmiej się, ja mówię poważnie!-podniósł głos, nie powiem przestraszyłam się-Jeżeli twój ojciec zrezygnuję z tej pracy będzie po tobie!!!
-A skąd ta nagła zmiana ? Przecież wcześniej groziłeś że wyrzucicie tatę jak się nie podporządkuje tobie co się takiego stało ?
-Już wiem że nam się to nie opłaca. Zresztą on potrzebuję tej pracy, nic lepszego nie znajdzie!
-Wiesz co Diego ? Już nie jestem taka głupia, rozmawiałam z nim i już wie jak mnie traktowałeś. Możesz sobie pomarzyć o tym że mój ojciec nadal będzie u Was pracował. I mam dla Ciebie jeszcze jedną nowinę, to koniec!!!!!-nareszcie, nareszcie powiedziałam to !!! Jestem wolna !!
-Jeśli myślisz że tak łatwo odpuszczę to się grubo mylisz !!! Zapłacisz mi za to su*o !!!-wrzasnął i bardzo mocno mnie spoliczkował. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy, mój makijaż spływał mi po policzkach. Płakałam nie tylko z powodu bólu, ale też z tego że myślałam że Diego nie jest aż tak okropny.Na początku naszego związku wszystko było cudownie, niestety Diego pokazał swoją prawdziwą twarz. Jak mógł się aż tak zmienić? Z miłego, słodkiego chłopaka w damskiego boksera.
-Zostaw ją !!!!-usłyszałam krzyk..Leona(WTF?)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
10 <3
Sorki za opóźnienie, ale miałam chwilowy brak weny.
Więc zapraszam do zakładki pomysły !!!
Jak Wam się podoba nowy szablon bloga ?
3kom=next :)
Okropna jestem ;)

                           Mechi <3

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 9 "Szał Zakupów"

-Jak my o tym powiemy Violi i Leonowi ?
-Nie wiem, ale najlepiej będzie załatwić to od razu.
-Masz racje
Pospacerowaliśmy jeszcze chwile i wróciliśmy do domu,  tam spotkaliśmy Leona i to podłe babsko którzy jechali na kontrole z kostką.
Leon
Godzinę później
Już jesteśmy po wizycie, lekarz powiedział  że wszystko jest już w porządku i mogę się już normalnie poruszać.Lara zaproponowala zeby przejechac sie na tor. W sumie teraz nie powinienem jeszcze jezdzic ale trudno. Po 10 minutach doszlismy (xd) na tor. Od razu pobieglem do szatni a lara sprawdzic motor.
Po kilku minutach znow czulem sie spelniony bo od 3 lat tylko dzieki temu czuje ze zyje. Moja dawna pasje -muzyke porzucilem po wyjezdzie Violetty nie umialem wydobyc z siebie zadnego dzwieku, od tamtej pory nie spiewam. Został mi tylko motocros to on pomaga mi uwolnić się od problemow tak jak wcześniej muzyka.Zrobiłem kilka kółek po torze i podjechałem do Lary:
-Chce wziąć udział w zawodach ? Kiedy jakieś będą ?
-Za tydzień, ale nie sądzę żebyś był w formie na zawody. Musisz sporo trenować.
-Dam radę. Nie wierzysz we mnie ?-zapytałem i spojrzałem jej w oczy z bananem na ustach/
-Już mi się tak nie uśmiechaj tylko trenuj.-powiedziała i delikatnie popchnęła w stronę motoru. Ja jednak znów podszedłem do niej, przysunąłem się i chciałem ją pocałować. Ale ta niespodziewanie odsunęła się.
-Co się stało ?-zapytałem skołowany. Lara nigdy się tak nie zachowywała, ona zawsze chciała się całować, a na dodatek jest dziś jakoś bardzo miła.
-Jja..zapomniałam nakarmić żółwia!-krzyknęła i uciekła.
Co jej odwaliło ?Jutro z nią porozmawiam, teraz muszę ćwiczyć.

Niedziela
13.00
Camila
-Viola, chodźmy już !!-wrzasnęłam zdenerwowana.
-Dobra, dobra, już idę.
Po chwili nasza guzdrała wsiadła do samochodu, w którym na nią czekałam.
-No nareszcie.
-Oj Cami nie narzekaj, przecież nigdzie się nam nie śpieszy.
Nie minęło 20 min, a już parkowałyśmy przed wielkim budynkiem zwanym-galerią odzieżową. W końcu wybrałyśmy się na zakupy.Wysiadłyśmy z pojazdu, weszłyśmy do budynku i zaczęłyśmy się rozglądać za Luśką, która miał na nas czekać w jakiejś z włoskich kawiarni.
-Pamiętasz jak się nazywa ta restauracja ?-zapytała po chwili Viola.
-Wydaje mi się że Piatto Bianco. Patrz to chyba ta.-powiedziałam wskazując na wielkie drzwi prowadzące do pięknego środka kawiarenki-Chodźmy do środka.
Jak powiedziałam tak zrobiłyśmy.
-Tam siedzi.-zauważyła Violka.
-Lu !!! -krzyknęłyśmy.
-Hej laski !!! Jesteście gotowe na "szał zakupów" ???-zapytała wesoła.
-Na zakupy jasne ! -odpowiedziałam pewna swoich słów.
Wyszłyśmy z restauracji i wdałyśmy się w "szał zakupów". Po 3 godzinach zaliczyłyśmy tylko ponad 20 sklepów, następny na naszej liście był sklep z bielizną i strojami kąpielowymi. Czym prędzej popędziłyśmy do wybranego sklepu. Po godzinie postanowiłyśmy wrócić do domu i przejrzeć nasze zakupy.

17.30
Violetta
Przed chwilą dojechałyśmy do domu teraz siedzimy i oglądamy nasze zdobycze.
Lu kupiła :















Cami:















A ja :














-U la, la Violu, fajną bieliznę sobie kupiłaś- odezwała się Luśka i razem z Cami zaczęły ją oglądać. Próbowałam im ją wyrwać, ale zaczęły rzucać do siebie. W tej chwili drzwi do domu otworzyły się i moja bielizna poleciała w twarz tego kogoś. To był...

Marco
Postanowiłem zabrać Fran, w jakieś wyjątkowe miejsce. Właśnie prowadzę ją z zawiązanymi oczami (ona ma zawiązane) przez las.
-Marco, długo jeszcze ??-zaczęła marudzić Włoszka.
-Nie, już jesteśmy.-rozwiązałem chustkę.
-Wow, tu jest...pięknie !!!














Usiedliśmy na "moście" i rozłożyłem kocyk i jedzenie. Karmiliśmy się, śmialiśmy i od czasu do czasu całowaliśmy. Spędziliśmy tak kilka godzin. Randka była cudowna, bo spędzona z moją kochaną Franią. Na koniec zaśpiewałem jej Ti credo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo Was przepraszam za opóźnienie, ale  niestety nie zależało to ode mnie :(
Rozdział trochę krótki, następny postaram się napisać dłuższy.
Sorki za błędy :\
Zachęcam do udziału w konkursie !!!!
Lecę pisać następny, może pojawi się w środę *-*
Dzisiaj szantażyk :
2 Kom= Next :P

                                         Mechi <3


sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 8 AAAA!!! Leon !!!! Fran!!!!!

W domu wszyscy już śpią, a ja zeszłam do kuchni po butelkę wody, wchodzę po schodach i słyszę jakieś dziwne jęki. Chyba dochodzą z pokoju Leona...Chyba Lara została na noc, lepiej im nie przeszkadzać nie chcę na to patrzeć. Z dziwnymi myślami udałam się do swojej sypialni, przebrałam się i poszłam spać.

Następny Dzień
Sobota
12.00
Obudziłam się z potwornym bólem głowy, wczoraj stanowczo za dużo wypiłam. Założyłam na stopy pantofle i wyszłam z pokoju kierując się do kuchni. Tam zastałam Cami śpiącą na stole, Marco który łapał się za głowę, Fran robiącą śniadanie i Fede z Luśką śpiących w salonie.
-Cześć.
-Hej Violu, jak tam głowa ?-zapytała pogodnie Fran
-Boli, nigdy więcej tak dużo nie piję. Masz jakieś tabletki ?
Podała mi pudełeczko z tabletkami i szklankę wody. Zażyłam je i w tej chwili po schodach zeszli Leon i Lara.Przywitali się.Ten babsztyl usiadł przy stole, a Leon podszedł do lodówki i wyjął z niej 2 bite śmietany.Chwycił Fran za rękę, pociągnął do salonu, podał jej śmietanę i kucną przy sofie gdzie słodko spała para. Wymienili się jeszcze chytrymi spojrzeniami i "pośmietanowali" naszych przyjaciół.Przybili sobie piątkę i jak gdyby nigdy nic zaczęli przygotowywać śniadanie.Razem zrobili naleśniki. Były naprawdę pyszne, jedząc je rozmawialiśmy, aż palnęłam coś głupiego:
-Jak się spało Leon ?
-Yyyy...dobrze ?-Lara się zaśmiała, a on zakłopotał-A tobie ?-zapytał zły.
-Też.
W sumie chamsko było o to pytać, a biedna Fran nie wiedziała o co chodzi. Nasze rozmowy przerwał krzyk zapewne budzącej się Lu.
-AAAA!!! Leon !!!! Fran!!!!!-krzyknęła blondynka budząc tym samym swojego chłopaka.Natychmiast wstała, zostawiając oszołomionego bruneta i ruszyła w stronę Leona i Fran. Fede skumał o co chodzi i sam przyłączył się do pogoni za 2 przyjaciół. Już po chwili obydwoje wylądowali w basenie włoszki.Wszyscy pobiegliśmy do ogrodu by zobaczyć to z bliska.
-Lu skąd wiedziałaś że to oni ?-zapytałam ciekawa.
-To normalne, w dzieciństwie to było naszą tradycją.
No tak, przecież w dzieciństwie byli nierozłączni. Później Leoś i Frania wyszli z basenu, ociekali wodą, a na polu w cale nie było ciepło chociaż był początek lata. Przynieśliśmy im ręczniki żeby się wysuszyli.
15.00
Po kilku godzinach przyjemnych rozmów i oglądania filmów stwierdziłam, że jestem w Argentynie już kilka dni i nie odwiedziłam ojca.Powiedziałam przyjaciołom że wychodzę, podeszłam na przystanek i złapałam pierwszy autobus.I już po 5 minutach stałam przed wielkim wieżowcem. Szybkim krokiem weszłam do środka i podeszłam pod pokój w którym pracuję tata.Delikatnie zapukałam, usłyszałam ciche proszę. Zdecydowanym ruchem pociągnęłam za klamkę, a drzwi się otworzyły. Zza nich zobaczyłam ojca siedzącego po uszy w papierach.
-Tato !!!-krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyje.
-Violu, co tu taj robisz ?
-Przyjechałam na urodziny Fran, były wczoraj więc postanowiłam Cię odwiedzić. Nie cieszysz się ?
-Oczywiście, że się cieszę.
-Co tam u Ciebie ?Jak w pracy ? Czy rodzice Diega nadal tak mało Ci płacą ?
-U mnie dobrze, w pracy po staremu, niestety nadal.
-Tak strasznie chciałabym coś z tym zrobić...albo chociaż zerwać z Diego...
-Chcesz zerwać z Diego ?
-Mam go dość, zresztą moje uczucia do niego wygasły, zerwałabym z nim, ale on mi grozi że cię zwolnią.
-Nie przejmuj się mną, zerwij z nim ja znajdę inną pracę.
-No ok, ale jeszcze nie teraz, dopiero kiedy będziesz wiedział że damy radę się utrzymać.
-Dobrze.
Pogadałam jeszcze chwilę z tatą i wyszłam z jego gabinetu. Po drodze do wyjścia zauważyłam...Diego rozmawiającego z rodzicami. Ale chwila co on tu robi ? NIe zastanawiając się długo stwierdziłam że lepiej będzie jeśli mnie nie zauważy. Szybko wybiegłam z budynku i po około 10 minutach pieszo wróciłam do Fran. W holu zastałam Marcesce i Fedemile, którzy chyba wychodzili.
-Wychodzicie gdzieś ?
-Tak, idziemy na spacer. Jak tam u taty ?-odezwał się Marco.
-Dobrze, ale nie uwierzycie kogo spotkałam !!! Diego!!!!
-Diego???Co on tu robi ??-zapytała przejęta Lusia.
-Nie wiem, spanikowałam i uciekłam.Dobra już wam nie przeszkadzam tylko powiedzcie czy ktoś jest w domu ?
-Nie, Cami jest na randce z jakimś chłopakiem na którego wpadła, a Leon pojechał z Larą do lekarza na wizytę kontrolną z kostką.
-Aaa to ja już wam nie przeszkadzam udanego spaceru.

Ludmiła
Od kilku minut spacerujemy po parku i rozmawiamy o głupotach.Park jest prawie pusty, oprócz jakiejś parki, chwila to chyba Lara i  Diego.
-Ej a to nie Lara i Diego ?-zapytałam przejęta.
-Tak, to oni.-moje obawy potwierdziła Fran.
-Ale co oni robią razem ?-zapytał Marco
-A ja wiem, ale chyba są na randce bo się całują.-dodał Feduś.
-Jak my o tym powiemy Violi i Leonowi ?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział - jest :)
Rozdział trochę krótki
Następny może koło czwartku
Zaraz pojawi się ankieta, głosujcie !!!!


                                                                             Mechi <3






Dziękuje !!!!! Edit

Blog ma już niecałe 2 miesiące tak jak w tytule chciałabym Wam podziękować za komentarze-22, za wyświetlenia-1720, za obserwatorów-2
Dziękuje !!!!!        
Kocham Was <3<3

Dzień








Tydzień



Miesiąc













Wszystkie Okresy












                                                                                                   Mechi <3

   

Konkurs !!!!! Edit


Konkurs na One Shot-
One Shot o Violettcie, parring i temat dowolny.

1 miejsce:
-opublikowanie OS
-reklamowanie bloga przez 3 tygodnie 
- dedykowanie 3 rozdziałów 


2 miejsce:
-opublikowanie OS
-reklamowanie bloga przez 2 tygodnie


3 miejsce:
-opublikowanie OS
-reklamowanie bloga przez 1 tydzień

Wszystkie OS zostaną opublikowane(jeśli chcecie)
Edit
Zostały Wam 2 dni, a ja nie dostałam ani jednej pracy, dlatego przedłużam konkurs do 06.07.14, a rozstrzygnięcie 09.07.


Liczę na Was !!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



                                                        














       Mechi <3

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 7 Jestem zazdrosna !

Violetta
-A czemu my nie jesteśmy razem ?
- Ja...wyjechałam do Nowego Jorku, żeby zostać modelka...- wyszeptałam.
- Wyjechałaś tak po prostu ?- kiwnęłam głowa- zostawiłaś mnie ? Przecież ja cie kochałem !! Jak ja sobie z tym poradziłem ?
- Lleon ja po prostu wyjechałam za swoimi marzeniami...a ty no cóż zmieniłeś się, zacząłeś jeździć na motocrosie, spotykać się z Larą i zadawać z nieprzyjemnymi typami- chłopak zamknął oczy i zaczął masować swoje czoło.
- Leon, co się dzieje ?
- Już pamiętam...wiesz co ja może już pójdę do siebie...
- okej...
Leon
Gdy tylko wszedłem do pokoju i siadłem na łóżku to wykręciłem numer Lary, muszę ja przeprosić :
- Halo ?
- Cześć Lara
- Cześć...
- Przepraszam Laruś, ze cię nie pamiętałem, ale teraz już sobie wszystko przypomniałem. Wybaczysz mi ?
-Jasne kochanie.
-To może we wtorek kiedy będę mógł normalnie chodzić  pójdziemy na przejażdżkę na motorze i do tego nowego klubu ?
-Pewnie, o której jest jutro impreza dla Fran ?
- O 16.00.
- No to do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia.
Zmęczony zasnąłem.
Piątek
8.00
Franceska
Obudziłam się w świetnym humorze, już dziś przyjeżdża Marco !!! Zaspana zeszłam do kuchni, rozejrzałam się-pusto.Pewnie wszyscy jeszcze śpią.Otworzyłam lodówkę, sięgnęłam ręką po mleko i usłyszałam przyjaciół, śpiewających mi "Sto lat".
-Wszystkiego najlepszego Fran !!!
-Dziękuje wam, jesteście kochani !!!
-Mamy dla ciebie niespodziankę-powiedziała Viola. I już po chwili z za nich wyłonił się....Marco !!!
-MARCO !!!!-krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję- nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam !
-Ja za tobą też kochanie. Wszystkiego najlepszego !!!
- Dziękuje, i dziekuję wam wszystkim za to ze pamiętaliście. Chodźcie tu grupowy ścisk !-staliśmy przez dłuższą chwile w tuleni w siebie.
-Ale to nie koniec niespodzianek- powiedział uradowany Leon- O 16.00 urządzamy imprezę na twoja cześć.
- Jesteście wspaniali !!!
Po 30 minutach zjedliśmy śniadanie brudząc się przy tym, śmiejąc i karmiąca(oczywiście chodzi o mnie i Marco). Stwierdziłam że muszę zacząć szykować struj na imprezę, która jak powiedziała Cami zaczyna się o 16.00.
- Dziewczyny lepiej chodźmy się już przygotować na imprezę.
Jak powiedziałam tak zrobiłyśmy.
W czwórkę weszłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy się zastanawiać w co się ubrać.
15.30
Po kilku godzinach wszystkie byłyśmy zwarte i gotowe. Wyglądałyśmy tak:
Ja














Lu




Vilu





















Cami


















Poprawiłyśmy włosy i dobrze nastawione zeszłyśmy do salonu, w którym zastałyśmy równie wystrojonych chłopaków. Na nasz widok zastygli w bezruchu z otwartymi buziami.
-Wow...-wybełkotał Marco
-Podoba Ci się kochanie ?-zapytałam się go z uśmiechem.
-Ttak.
Reszta chłopaków przeprowadziła podobne "rozmowy" ze swoimi dziewczynami.
-Wszyscy gotowi ?-zapytała Lu, a my kiwnęliśmy głowami- To ruszamy do klubu karaoke !!!
Wydaliśmy z siebie okrzyk radości i wyszliśmy z domu. Klub był blisko więc postanowiliśmy się przejść, może to nawet lepiej...tak to nikt by nas nie odwiózł. W końcu ostro zabalujemy...

Po 10 minutach siedzieliśmy już w klubie i zamawialiśmy drinki.
-To kto śpiewa pierwszy ?-zapytałam
-A kto ma urodziny ?-zapytała uśmiechnięta Viola
Zaraz po niej usłyszałam głos prowadzącego wołającego mnie na scenę.Czyli że sami już zdecydowali, popatrzyłam na nich i weszłam na scenę. Stwierdziłam że zaśpiewam ,,Otro dia mas " Po występie dostałam wielkie oklaski.Zeszłam ze sceny i wróciłam do stolika.
-Byłaś wspaniała Fran-powiedziała radosna Cami.

Violetta
-Na prawdę super ci poszło-dodałam.
Długo gadałyśmy o różnych głupotach.
-Violu, Leon poszedł po napoje, coś długo nie wraca zobaczysz co z nim ?-zapytała Ludmi.
-Ddobra...-powiedziałam nieprzekonana.
Wstałam od stolika i podeszłam do barku, nigdzie nie mogłam znaleźć Leona. Chwila, chwila to chyba on i...Lara. Oni się...całują.Gdy to zobaczyłam poczułam ukłucie w sercu. Jestem zazdrosna ! Nie! Na pewno nie ! Wróciłam do dziewczyn, bo chłopacy poszli załatwić kolejne występy.
-Vilu no i co ?-zapytały.
-Onn jest z Larą.-szepnęłam
-Właśnie tu idą-zauważyła Fran.
-Cześć dziewczyny-powiedziała ta siksa.
-Cześć...
-Fran wszystkiego najlepszego!Proszę-powiedział i podała Frani małe różowe pudełko przewiązane niebieską kokardą.
-Dziękuje nie musiałaś-niemrawo się uśmiechnęła.
-Dobra to wy sobie pogadajcie a ja idę zapalić.
No tak on wcale nie rzucił palenia...szkoda że to robi.
-Too
-Too ?
-Jak wam się układa z Leonem ?-wypaliłam
-Świetnie, on jest wspaniały, uwielbiam spędzać z nim czas...zresztą sama wiesz jaki jest-przytaknęłam-No właśnie, a wczoraj zaprosił mnie na dyskotekę we wtorek. Może też pójdziecie ?
-Ja nie mogę...idę na randkę z Marco-powiedziała Fran
-Ja też, umówiłam się z Fedusiem na zakupy, zresztą Cami też z nami idzie-wymyśliła Lu.
-A ja...ja w sumie nie mam planów i pójdę z wami.
Po chwili wrócili Fede i Marco i powiedzieli że ktoś może iść śpiewać, chciałam się zgłosić, ale ktoś mnie wyprzedził. To była Lara. Lara ? To ona śpiewa ? Po chwili stała na scenie z gitarą. Zaczęła śpiewać Voy por ti. Niestety wtedy wrócił Leon, patrzył na nią z uśmiechem i zadowoleniem na twarzy. Gdy skończyła podbiegła do Leosia i go namiętnie pocałowała. Całowali się długo, aż ręka Leona  z jej talii zjechała trochę niżej. Oderwał się od niej i szepnął jej coś na ucho, a we mnie coś się gotowało. Później bawiliśmy się dalej, po 01.00 wszyscy byliśmy już pijani i postanowiliśmy wrócić do domu.

W domu wszyscy już śpią, a ja zeszłam do kuchni po butelkę wody, wchodzę po schodach i słyszę jakieś dziwne jęki. Chyba dochodzą z pokoju Leona...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział dedykowany Mańka Verdas dziękuje za komentarze :)
Jestem wdzięczna że doceniasz moją pracę.
Gdy widzę nowy komentarz mam wielkiego banana na twarzy i zachęca mnie to do pisania
Dziękuje !!!!                                    

                                       Mechi <3

PS Liczę na komcie i wyświetlenia.

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdzial 6 Violu,skarbie...

-Musimy porozmawiać...-odezwałam się w końcu.
-Taa...no dobra,daj mi 5 minut to się ubiorę.
-Ok...
Leon pokuśtykał do szafy, wyjął z niej jakieś spodnie od dresu i sprany T-shert. Już po kilku sekundach siedział koło mnie ubrany. Koszulka przylegała mu do ciała, dzięki czemu mogłam podziwiać jego mięśnie, aż zrobiło mi się gorąco...
-To co zdarzyło się wczoraj, nie powinno mieć miejsca...najlepiej zapomnijmy o tym...- nie mogłam uwierzyć w to co mówi, nie chcę zapomnieć. Przecież nadal go kocha..ogarnij się Violka!!! On ma Larę, ty Diego, którego nie kochasz, ugg...! Najważniejsze jest to że on jest szczęśliwy,  a jak on to ja też. Chyba trochę się zamyśliłam, bo poczułam że Leon pstryka mi palcami przed twarzą:
-Viola ?? Jesteś tam ???
-Tak, tak przepraszam zamyśliłam się. Zapomnieć to dobry pomysł. Nie chcę żeby między nami było dziwnie. Zachowujmy się jak zwykli koledzy.
- Jak koledzy-powtórzył i uśmiechną się.
-Mogę cię przytulić ?-zapytałam skrępowana.
-Jasne-powiedział i rozłożył ręce.
Powoli podeszłam do niego i wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia. Strasznie mi tego brakowało, od zawsze uwielbiałam gdy miał mnie w swych ramionach. Biło od niego takie ciepło, a jeszcze te jego perfumy...awww.
Naszą sielankę przerwała Lara(???), która weszła do pokoju:
- A co tu się dzieje ???- krzyknęła rozwścieczona, a my natychmiast od siebie odskoczyliśmy.
-O cześć Lara..- próbował zmienić temat Leon.
-Cześć...kim jesteś ?
-Violetta.
-Ty, ty to ta okropna zdzira, która tak potwornie zraniła mojego Leośka ?-niepewnie pokiwałam głową- A ty po tym co ci zrobiła przytulasz się z nią ??!!!- teraz skierowała się do Leona- Chciałam sprawdzić jak się trzymasz, ale nie odbierasz telefonów, więc zadzwoniłam do Fran, a ty robisz mi coś takiego !!!???? Dość wychodzę!!!- wrzasnęła i wściekła wybiegła z pokoju.

-Lara, czekaj!!- krzyknął Leon i pobiegł, a raczej próbował biec, ale przez skręconą kostkę nie wychodziło mu to najlepiej. Aż w końcu na schodach potchnął się i mocno poobijał turlikając się po nich.
-Leon, żyjesz ??-krzyknęłam przerażona.
-Leoś !!-krzyknęła również przejęta Lara.
-Yyy...co się stało? Vilu, cześć kochanie. Gdzie my jesteśmy ? Co to za baba ?-zapytał Leon.
-Co przecież jestem twoją dziewczyną!!!!
-Ja..ja..cię nie znam..-jąkał się.
A Lara wściekła trzasnęła drzwiami i wyszła.
-Leon masz zanik pamięci, musimy jechać do lekarza. Ile pamiętasz ?
-Pamiętam że właśnie skończyliśmy 4 rok w Studio On Beat i że wczoraj mieliśmy mieliśmy 3 rocznicę chodzenia.
-Czyli jeden dzień przed moim wyjazdem...-szepnęłam.
-Co ?
-Nie, nic..Poczekaj pójdę po twoje kulę i jedziemy do szpitala.

1 godzinę później:
Jesteśmy już w domu Fran, lekarz mówił,że Leon ma lekki wstrząs mózgu i że jego pamięć powinna wrócić stopniowo za tydzień.
-Viola, skarbie opowiedz mi coś o tym co się dzieje teraz, czemu jesteś taka dziwna, co to za dom i co to za baba która uważała że jest moją dziewczyną ?
-Bardzo dużo się zmieniło, masz teraz 24 lata, w tym domu mieszka Fran, a ta baba to twoja prawdziwa dziewczyna...
-A my czemu nie jesteśmy razem?-tego pytania bałam się najbardziej.

Ludmiła 17.50

No i gotowe, Federico padnie z wrażenia-stwierdziła Cami.
-Strasznie ci dziękuję, że mi pomogłaś!-rzuciłam się jej na szyję.
-Dobra, leć już do swojego kochasia.
-Już, idę, jeszcze raz ci dziękuje, jesteś wielka.
-Bawcie się dobrze, ale nie za...-powiedziała z chytrym uśmiechem, a ja spiorunowałam ją wzrokiem.
Wyszłam z pokoju, w holu stało wielkie lustro, przejrzałam się w nim. Może nie wyglądam aż tak źle ?:

-Ludmi!-usłyszałam głos Fede.
-Już idę !
-Pięknie wyglądasz kochanie-skomplementował mnie, ucałował mój polik i chwycił moją kruchą dłoń.

Po niecałych 15 minutach wysiedliśmy z białej limuzyny, którą zamówił mój chłopak i stanęliśmy pod pięknie ozdobioną restauracją, nazywała się "100 róż ". Weszliśmy do środka mijają  spektakularny ogród z tak uroczymi kwiatami jakimi są róże. Były chyba wszystkie rodzaje i odmiany. Gdy zobaczyłam jak jest w środku oniemiałam, piękna sala mieniąca się złotem i bielą. Usiedliśmy przy stoliku przy wielkim oknie przez, które widać było całe Buenos Aires.
-Fede tu jest cudownie!-pisnęłam uradowana.
-Dla ciebie wszystko,  a teraz co zamawiasz ?
Spojrzałam na 2 karty dań leżące na stole, były złote z motywem róży.Postanowiłam zamówić spaghetti, co zabawne Feduś też. Przez ponad godzinę rozmawialiśmy, jedliśmy, popijając czerwonym winem i delektowaliśmy się swoim towarzystwem, aż jakiś kelner wszedł na udekorowaną scenę :
-Rezerwacja na nazwisko Pasquarelli !
Fede podniósł rękę i puścił oczko do tego faceta.
-Lu nie masz może ochoty czegoś zaśpiewać ?
-Bardzo.
Weszliśmy na scenę i zaśpiewaliśmy Ti Credo. Czułam się przewspaniale, gdy z nim śpiewałam. Mogłam patrzeć w jego oczy i napawać się jego bliskością. Słowa same płynęły mi z ust, jakbym była w transie.
Resztę randki spędziliśmy na miłej rozmowie. O 22.00 wróciliśmy do domu i poszliśmy spać .
Ta rocznica była cudowna!!!!<3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdzialik :)
Nie rozpisuję się zbytnio bo ma dużo nauki żeby poprawić oceny .
                                                                        Mechi <3

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 5 Rocznica

Buenos Aires
Violetta
Powoli zbliżaliśmy się do siebie, gdy nagle...do pokoju wbiegła Fede:
-Leon, musisz mi pomóc !-krzyknął zdenerwowany, ale kiedy zauważył w jakiej pozycji jesteśmy wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. A my szybko od siebie odskoczyliśmy.
-Chyba wam przeszkodziłem...-mówił zakłopotany Włoch.
-Nie, nie mmy...ja już lepiej pójdę-wybełkotałam i uciekłam do siebie.

Federico
Po tym jak Violetta wyszła spojrzałem  na Leona:
-Co się między wami wydarzyło ?- chytro się uśmiechnąłem.
-Nic...
-Jak to nic, przecież jak tu wszedłem to prawie się całowaliście ?
-Fede...proszę cię...przecież jestem z Larą, ona z Diego, a między nami już niczego nie ma.
W ogóle po co tu przyszedłeś ?
-Musisz mi pomóc, chcę  zaprosić Lu na randkę z okazji naszej 1 rocznicy chodzenia.
Tylko nie wiem jak to zrobić, RATUJ !!!!
-No dobra, dobra, to kiedy ta rocznica ?
-No...już jutro..
-Co!?????Czemu nie mówiłeś wcześniej????
-Bo zapomniałem-odpowiedziałem , a Leon walną się dłonią w czoło.- ale to nie ważne, masz jakiś pomysł ?
-Zrobimy tak...[...] Ludmile na pewno się spodoba...
-Stary, ratujesz mi życie!

Następny dzień
Ludmila
Rano przy śniadaniu była strasznie napięta atmosfera, co prawda Fran chciała załagodzić sytuacje ale wszyscy są dzisiaj jacyś dziwni, Cami jest naburmuszona, Leon i Viola wymieniają się nieśmiałymi spojrzeniami , nawet mojego Fedusia coś gryzie. Ciekawe czy pamięta o naszej rocznicy ?

30 minut później
Siedzę na kanapie i oglądam TV, lokatorzy rozeszli się do swoich pokoi, a ja się nudzę. Moja mękę przerwał wchodzący do salonu Fede:
-Lu mam dla ciebie propozycje..
-Tak?
-Zapraszam cie na kolację z okazji naszej rocznicy chodzenia, pójdziesz ?
-Feduś, pewnie cieszę się że pamiętałeś !-krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję- O której mam być gotowa?-zapytałam wtulając się w jego ciepły tors.
-O 18.00
-To ja lepiej pójdę już się szykować.-powiedziałam i z uśmiechem na ustach popędziłam do pokoju Cami.
-Cami, Fede zaprosił mnie na naszą rocznicę !!!!! Musisz pomóc wybrać mi strój !!.

Popołudnie
Violetta
Właśnie piszę w pamiętniku i zastanawiam się nad tym niedoszłym pocałunku z Leonem. To uczucie które wtedy rozpierało moje ciało, tak dawno nie byłam z nim blisko.Czy jeśli Fede by nam nie przeszkodził naprawdę pocałowaliśmy się ?Tylko czy on w ogóle tego chciał ? Tyle pytań żadnej odpowiedzi , jedynym wyjściem była by rozmowa z Leonem , ale nie czuję się na to gotowa. Może lepiej poradzić się Fran ?  Jak pomyślałam tak zrobiłam i już po chwili stałam pod pokojem Fran i nerwowo zapukałam. Za kilka sekund w drzwiach ukazała mi się wyczekiwana dziewczyna o kruczo-czarnych włosach.
-Fran mam sprawę...
-Opowiadaj Violu.
-Wczoraj gdy miałam zanieść Leonowi kolację, stało się coś totalnie nieprzewidzianego, mmy sie prawie pocałowaliśmy-ostatnie słowa wyszeptałam.
-To chyba dobrze ?
-Nie, nic nie jest dobrze, to okropne on pewnie wcale tego nie chciał. Zresztą oboje odnaleźliśmy już swoje drugie połówki, to nie ma sensu...
-Violu, nie poddawaj się, musisz o niego walczyć.
-Dzięki Fran, najlepiej pójdę teraz z nim pogadać.
-Tak trzymaj, powodzenia.
-Dzięki.
Wyszłam od Fran i podeszłam do drzwi pokoju Leona, delikatnie przyłożyłam do nich ucho, usłyszałam tylko lejącą się wodę.(Leon ma łazienkę w pokoju) Z lekkim zwątpieniem weszłam do pokoju. Stwierdziłam że poczekam na niego. Po około 10 minutach usłyszałam jak drzwi od łazienki otwierają się. Za chwilę ujrzałam Leona w samych bokserkach, z ociekającymi włosami. Wyglądał naprawdę seksownie, zauważyłam że od naszego rozstania bardzo przypakował. Ale wracając patrzył się na mnie jak na idiotkę w sumie mu się nie dziwie, wchodzę komuś do pokoju bez pukania i gapie się.
-Musimy porozmawiać...-odezwałam się w końcu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za opóźnienie, może w tygodniu pojawi się następny.
1 kom =Next :)


                                                                      Mechi <3


środa, 21 maja 2014

Rozdział 4 Miłość?


Buenos Aires
Violetta

-Nie zadzwoniliśmy do Fran że przyjeżdżamy i nie mamy gdzie mieszkać!!!!!
-Oj tam Viola, nic się nie dzieje, zluzuj warkocze-odparł niczym nieprzejmujący się Fede.
-Jak to nic się nie dzieje!!!!????-krzyknęła poirytowana Lu i spoliczkowała Włocha.
-Auu-zawył chłopak i złapał się za policzek.
-Dobrze ci tak -stwierdziła Ludmi.
-Chyba najlepiej będzie jak zadzwonimy do Fran i się jej spytamy, a w najgorszym wypadku pójdziemy
mieszkać do hotelu-odezwała się jedyna trzeźwo myśląca Cami.
-Dobra, to ja zadzwonię.
(Głośno mówiący)Rozmowa:
F: Halo?
V:Hej Fran, wiesz mam pewną sprawę...
F: No to mów.
V:Zdecydowaliśmy się odwiedzić Leona w szpitalu i
przyjechaliśmy do BA.Czy moglibyśmy u ciebie
zamieszkać ?
F: Vilu, no jasne ! Jak na razie jestem jeszcze u Leona
w szpitalu ale zaraz mogę po was przyjechać.
V:Dzięki Fran jesteś kochana. To czekamy, pa pa.
F: Pa,pa.

30 min później
Jedziemy teraz do szpitala przywitać się z Leonem, swoją drogą nawet się cieszę, ale tęż potwornie boję.
Co mam zrobić jak go zobaczę? Normalnie zacząć rozmowę typu : cześć, jak tam ? co u ciebie ?Jak się
zachować?Moje przemyślenia przerwało zatrzymanie samochodu, co oznaczało że już jesteśmy na miejscu.
Wysiedliśmy z auta i szybkim krokiem  powędrowaliśmy pod salę Leona. Gdy tylko go zobaczyłam bicie mojego serca przyśpieszyło, zmienił się , wyprzystojniał i wydoroślał, ale nadal
ma te słodkie dołeczki. Na nieszczęście szatyn zauważył mnie...

Patrzył na mnie swoimi pięknymi, zielonymi i głębokimi oczami, widziałam w nich ból, chłód, złość i...miłosć. Miłość ? Nie to na pewno nie to...Nie wytrzymałam, popatrzyłam na Fran z przepraszającym spojrzeniem i ze łzami w oczach wybiegłam. Zatrzymałam sie dopiero przy murku na którym usiadłam i zaczęłam myśleć, myśleć nad swoim bezsensownym życiem...Dlaczego mu to zrobiłam? Czemu musiałam wyjechać ? Zepsułam to, zaprzepaściłam szansę na nasz szczęśliwy związek, tak cholernie tego żałuję.On mi nigdy tego nie wybaczy, ale mogę spróbować się  z nim zaprzyjaźnić.Najlepiej bezie jak pójdę do domu Fran.


Środa 
10.00
W szpitalu
Leon
Jestem już po wszystkich badaniach, dzięki którym będę mógł już wyjść ze szpitala. Fran obiecała że wszyscy razem przyjadą po nie. Ciekawe czy Viola też? Po tym jak wczoraj ją zobaczyłem ciągle mam ją przed oczami, nie mogę o niej zapomnieć. Nadal jest tak piękna, ma te same wielkie, brązowe , hipnotyzujące oczy, uroczy nosek, pełne usta i ta sama smukła sylwetka.Myślałem o tej pięknej brunetce, gdy ktoś zapukał w drzwi.
-Proszę
Do sali weszli Fede , Cami, Lu i Fran
-Cześć Leon-powiedzieli chórem.
-Hej
-Jedziemy do domu. Fede pomóż mu wstać-zarządziła Fran
Po jakiś 20 min dojechaliśmy do domu Fran. Na szczęście załatwili mi kule i mogę się poruszać samodzielnie.Powoli wyszedłem z samochodu i skierowałem się do na sofę do salonu. Przyjaciele poszli za mną, długo rozmawialiśmy o tym co się dzieje w BA i NJ. Niestety nigdzie nie zauważyłem Violetty. Może to i lepiej ?
Po dwóch godzinach przyjemnej rozmowy wszyscy udaliśmy się do pokoi , które przygotowała nam Fran. 

Violetta
Siedzę w pokoju i myślę o tym co mam powiedzieć Leonowi, wiem że już wyszedł ze szpitala i będzie tu mieszkał.Powoli i niezauważona zeszłam po schodach na dół, wzrokiem szukałam Francesci, znalazłam ją dopiero w kuchni.Robiła kanapki. Zauważyła mnie:
-O, hej Violu . Czemu do nas nie zeszłaś?I nie przywitałaś się z Leonem?
-Cześć, przepraszam źle się czułam-skłamałam.
-Powiedzmy że ci wierzę.Mogłabyś zanieść Leonowi kolację ?
-No..ddobrze...
Fran tylko się uśmiechnęła i wręczyła mi talerz ze smakowicie wyglądającymi kanapeczkami. Wolnym krokiem doszłam pod pokój Leona, wahałam się ale ostatecznie zdecydowałam i delikatnie zapukałam.
-Proszę-usłyszałam jego ciepły, kojący głos. 
Weszłam do środka, na jego twarzy malowało się zdziwienie i niechęć do mojej osoby.
-Czcześć...Fran kazała przynieść ci kolację...-powiedziałam zawstydzona.
-Dzięki...-widać było że wcale nie jest pozytywnie do mnie nastawiony.Szczerze  mówiąc zasmuciło mnie to, przecież mimo wszystko nadal go kocham. 
-Nie sądzisz że musimy porozmawiać?-zapytałam.
-My nie mamy o czym rozmawiać-odpowiedział chłodno.
-Mamy, Leon proszę...-przerwał mi.
-O czym mamy rozmawiać? O tym co wydarzyło się 3 lata temu? Nawet nie wiesz jak musiałem się wtedy czuć, nigdy ci tego nie wybaczę!-podniósł głos.Jego słowa mnie zabolały... Położyłam kolację dla niego na szafce nocnej koło jego łóżka. Niestety po tym jak odłożyłam  talerz na szafkę w ułamku sekundy potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na Leonie, który leżał na swoim łóżku.Nasze tworze były strasznie blisko siebie, czułam jak jego serce mocno bije i jak jego oddech przyśpiesza. Powoli zbliżaliśmy się do siebie, gdy nagle...
------------------------------------------------------------------------------
Małe sprostowanie, Fran mieszka sama ale nadal pracuje w Resto, w którym mieszka Luca.

Cieszcie się że jestem taka dobra i napisałam 4!
Pod poprzednim rozdziałem nie było żadnych komów :(
Komentujcie !!!!
Następny rozdział może pojawić się najwcześniej w piątek, ale to zależy od komków i ilości wyświetleń.

                                                                                            Mechi

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 3 Ta rozmowa nie ma sensu

Buenos Aires
Wtorek
Ranek
7.30
*Fran
Od 30 minut czekam na Leona, cały czas do niego dzwonie i wysyłam sms'y , niestety bez efektów. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałam się zadzwonić do Lary.
Rozmowa:
L:Halo?
F: Cześć Lara z tej strony Fran.Widziałaś dzisiaj Leona?
L:To ty nic nie wiesz? Przecież Leon jest w szpitalu.
F: Co? Dlaczego?
L:Miał wypadek na motorze...
F: W jakim jest szpitalu?
L: W Szpitalu Durand na ulicy Avenida Díaz Vélez.
F: Dzięki.
Nie zdążyła odpowiedzieć bo się rozłączyłam. Szybko wyszłam z baru i popędziłam do samochodu.

15 min później
w szpitalu
*Fran
Gdy tylko dojechałam i weszłam do szpitala zauważyłam recepcję, podbiegłam do niej i zapytałam starszej pani która tam pracowała gdzie leży Leon:
-Przepraszam gdzie leży Leon Verdas ?
-A kim pani dla niego jest ?
-Jestem...yyy...kuzynką-wymyśliłam na szybko .
-No dobrze, 2 piętro,sala numer 42.
-Dziękuje.
Już po chwili stałam pod salą chłopaka i czekając na lekarza przyglądałam mu się przez szklaną szybę.Wyglądał strasznie,był cały poobijany, zadrapany na twarzy.Moje przemyślenia przerwał głos lekarza :
-Pani do Leona Verdasa ?
-Tak, doktorze co z nim ?
-Jak na tak niebezpieczny wypadek, miał wiele szczęścia ponieważ ma tylko  trudności z oddychaniem , zwichniętą kostkę i 2 połamane żebra, którymi już się zajęliśmy.
-Można do niego wejść ?
-Tak, na razie jest jeszcze pod narkozą , zaraz powinien się obudzić .
-Dobrze, dziękuje.
Weszłam do sali Leona i znów zaczęłam mu się przyglądać, po chwili zdecydowałam się zadzwonić do Cami i powiedzieć jej co się stał.
Wykręciłam jej numer :
C:Halo?
F: Cześć Cami .
C: Ooo cześć Fran . Co u ciebie ?
F: Nie za dobrze , Leon jest w szpitalu...
C: Co mu się stało?
F: Miał wypadek na motorze ?
C:W jakim jest stanie ?
F: Lekarz mówi że jak na tak niebezpieczny wypadek to wyszedł z tego całkiem dobrze.
C:Mówiłaś już Violi i Lu ?
F: Ni...-przerwałam bo Leon zaczął się budzić -Cami powiedz dziewczyną sama,muszę już kończyć bo Leon się budzi. Papa
C:Pa, powiedz mu że go pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.
F: Jasne , przekaże. Pa
C:Pa.
Rozłączyłam się.
-Fraaan...co ty.. tu robbisz ?Gdzie ja.. jestem ? Coo się stało ?-zapytał Leon, osłabionym głosem.
-Leon miałeś wypadek, jesteś w szpitalu. Doktor mówi że masz tylko skręconą kostkę i trudnosci z oddychanie.
-Kiedy mogę z tond wyjść ?
-Idę zapytać się lekarza.:

-Przeprasza za ile Leon może wyjść ?
-Już jutro jeśli jego stan nie pogorszy się-odpowiedział lekarz
-Dziękuje.

-No i kiedy ?
-Być może już jutro, zależy od twojego stanu zdrowia?
-To super że będę mógł wrócić już do domu .
-O czym ty mówisz ? Masz skręconą kostke, przeprowadzasz się do mnie i nie przyjmuję odmowy. Sam sobie nie poradzisz.
-Fran nie chcę ci robić problemów, a poza tym Marco nie będzie zazdrosny ?
-Marco wyjechał na tydzień do babci. Proszę, jestem twoją przyjaciółką i chcę ci pomóc.
-No dobra, skoro nalegasz...
-Wiedziałam że mi ulegniesz-zaśmiałam się ,a Leon mi zawtórował .

Nowy Jork
Violetta
-Dziewczyny nawet nie wiecie co się stało!!!!!!-Krzyknęła zdenerwowana i roztrzęsiona Camila.
-Cami gdzie ty w ogóle byłaś ?
-U *Maddy ,ale to nieważne , dzwoniła do mnie Fran i powiedziała że Leon miał wypadek...
-Co !!!!???? Jak to ???
-Na motorze , ale jest już dobrze bo podobno ma tylko złamaną rękę i skręconą kostkę.
-Dzięki bogu że tylko to, strasznie się o niego martwi...-przerwałam i zakryłam sobie buzię ręką , bo z orientowałam się co powiedziałam.
-Violu, ty nadal go kochasz -stwierdziła Cami. Spojrzałam na Ludmi , kiwała głową , raz kocia śmierć .
-Ja...ja nigdy nie przestałam go kochać , jestem z Diego z przez wyczajenia , a nie z miłości. Leon ułożył sobie życie na nowo, z Larą, jest szczęśliwy nie chcę mu stawać na drodze.-po policzku spłynęła mi łza, a dziewczyny mnie przytuliły.
-Vilu nie płacz, jeszcze będziesz szczęśliwa...-starała się mnie pocieszyć Lu.
-Dziewczyny, mam prośbę możemy jechać do BA trochę wcześniej ?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Chcesz odwiedzić Leona w szpitalu?-pokiwałam głową-No dobra, powiedzmy Fede i zacznijmy się pakować.
Po kilku minutach Fede się zgodził i wszyscy zaczęliśmy się pakować .
Minęło 20 min i wszyscy byliśmy gotowi. Kupiliśmy bilety na 13.00 i wyszliśmy z domu.
Załadowaliśmy wszystkie walizki do samochodu , a kiedy już miałam wsiadać usłyszałam ten ohydny męski głos:
-Violetta dlaczego nie odbierasz moich telefonów ? I gdzie ty się wybierasz ? -zapytał mój chłopak.
-Zgubiłam go-skłamałam , dobrze wiedziałam że mam go w tylnej kieszeni moich krótkich szortów.-Wyjeżdżam do BA-oznajmiłam.
-Przecież miałaś jechać dopiero za w piątek , co się stało ?
-A co dopiero teraz się mną zainteresowałeś ? Nie widzieliśmy się od tygodnia !
-Kochanie proszę cie , miałem coś do załatwienia, zresztą dzwoniłem.
-Ta rozmowa nie ma sensu , pa Diego.-powiedziałam po czym wsiadłam do samochodu.
-Nie , Violetta nigdzie nie jedziesz musimy pogadać!!!
-Fede-zwróciłam się do mojego przyjaciela który kierował samochodem -możesz już jechać.
Po 40 min siedzimy w samolocie i strasznie się nudzę , Cami słucha muzyki , Lu czyta książkę , a Fede ją zaczepia i co jakiś czas się całują , a ja podziwiam widoki za oknem . Nie jest to zbyt fajne zajęcie, dlatego po chwili patrzenia zasnęłam.

8 godz. później
Buenos Aires
Violetta
Czułam jakby ktoś szturchał mnie łokciem, dlatego leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam Cami która próbowała mnie obudzić.
-No nareszcie się obudziłaś Violu, już jesteśmy w BA i teraz wysiadamy. Chodź.
Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i wyszliśmy z samolotu. Lotnisko wcale się nie zmieniło, jak zawsze pęka w szwach od przepełnienia ludźmi.
-Na śmierć zapomniałam !!!-krzyknęłam.
-Czego ?-zapytali ze śmiechem moi przyjaciele.
-Nie zadzwoniliśmy do Fran że przyjeżdżamy i nie mamy gdzie mieszkać!!!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Maddy-koleżanka Cami


Mamy 3 :)
Ciekawe czy ktoś to dziadostwo w ogóle czyta ?
Poprawiłam wygląd bloga , np. dodałam obserwatorów itp.
Dziękuje za komentarze pod tamtym rozdziałem .
Możecie spamować linkami do waszych blogów, bardzo chętnie poczytam coś fajnego ;)
1 kom =next :)

                                                                     Mechi<3