środa, 21 maja 2014

Rozdział 4 Miłość?


Buenos Aires
Violetta

-Nie zadzwoniliśmy do Fran że przyjeżdżamy i nie mamy gdzie mieszkać!!!!!
-Oj tam Viola, nic się nie dzieje, zluzuj warkocze-odparł niczym nieprzejmujący się Fede.
-Jak to nic się nie dzieje!!!!????-krzyknęła poirytowana Lu i spoliczkowała Włocha.
-Auu-zawył chłopak i złapał się za policzek.
-Dobrze ci tak -stwierdziła Ludmi.
-Chyba najlepiej będzie jak zadzwonimy do Fran i się jej spytamy, a w najgorszym wypadku pójdziemy
mieszkać do hotelu-odezwała się jedyna trzeźwo myśląca Cami.
-Dobra, to ja zadzwonię.
(Głośno mówiący)Rozmowa:
F: Halo?
V:Hej Fran, wiesz mam pewną sprawę...
F: No to mów.
V:Zdecydowaliśmy się odwiedzić Leona w szpitalu i
przyjechaliśmy do BA.Czy moglibyśmy u ciebie
zamieszkać ?
F: Vilu, no jasne ! Jak na razie jestem jeszcze u Leona
w szpitalu ale zaraz mogę po was przyjechać.
V:Dzięki Fran jesteś kochana. To czekamy, pa pa.
F: Pa,pa.

30 min później
Jedziemy teraz do szpitala przywitać się z Leonem, swoją drogą nawet się cieszę, ale tęż potwornie boję.
Co mam zrobić jak go zobaczę? Normalnie zacząć rozmowę typu : cześć, jak tam ? co u ciebie ?Jak się
zachować?Moje przemyślenia przerwało zatrzymanie samochodu, co oznaczało że już jesteśmy na miejscu.
Wysiedliśmy z auta i szybkim krokiem  powędrowaliśmy pod salę Leona. Gdy tylko go zobaczyłam bicie mojego serca przyśpieszyło, zmienił się , wyprzystojniał i wydoroślał, ale nadal
ma te słodkie dołeczki. Na nieszczęście szatyn zauważył mnie...

Patrzył na mnie swoimi pięknymi, zielonymi i głębokimi oczami, widziałam w nich ból, chłód, złość i...miłosć. Miłość ? Nie to na pewno nie to...Nie wytrzymałam, popatrzyłam na Fran z przepraszającym spojrzeniem i ze łzami w oczach wybiegłam. Zatrzymałam sie dopiero przy murku na którym usiadłam i zaczęłam myśleć, myśleć nad swoim bezsensownym życiem...Dlaczego mu to zrobiłam? Czemu musiałam wyjechać ? Zepsułam to, zaprzepaściłam szansę na nasz szczęśliwy związek, tak cholernie tego żałuję.On mi nigdy tego nie wybaczy, ale mogę spróbować się  z nim zaprzyjaźnić.Najlepiej bezie jak pójdę do domu Fran.


Środa 
10.00
W szpitalu
Leon
Jestem już po wszystkich badaniach, dzięki którym będę mógł już wyjść ze szpitala. Fran obiecała że wszyscy razem przyjadą po nie. Ciekawe czy Viola też? Po tym jak wczoraj ją zobaczyłem ciągle mam ją przed oczami, nie mogę o niej zapomnieć. Nadal jest tak piękna, ma te same wielkie, brązowe , hipnotyzujące oczy, uroczy nosek, pełne usta i ta sama smukła sylwetka.Myślałem o tej pięknej brunetce, gdy ktoś zapukał w drzwi.
-Proszę
Do sali weszli Fede , Cami, Lu i Fran
-Cześć Leon-powiedzieli chórem.
-Hej
-Jedziemy do domu. Fede pomóż mu wstać-zarządziła Fran
Po jakiś 20 min dojechaliśmy do domu Fran. Na szczęście załatwili mi kule i mogę się poruszać samodzielnie.Powoli wyszedłem z samochodu i skierowałem się do na sofę do salonu. Przyjaciele poszli za mną, długo rozmawialiśmy o tym co się dzieje w BA i NJ. Niestety nigdzie nie zauważyłem Violetty. Może to i lepiej ?
Po dwóch godzinach przyjemnej rozmowy wszyscy udaliśmy się do pokoi , które przygotowała nam Fran. 

Violetta
Siedzę w pokoju i myślę o tym co mam powiedzieć Leonowi, wiem że już wyszedł ze szpitala i będzie tu mieszkał.Powoli i niezauważona zeszłam po schodach na dół, wzrokiem szukałam Francesci, znalazłam ją dopiero w kuchni.Robiła kanapki. Zauważyła mnie:
-O, hej Violu . Czemu do nas nie zeszłaś?I nie przywitałaś się z Leonem?
-Cześć, przepraszam źle się czułam-skłamałam.
-Powiedzmy że ci wierzę.Mogłabyś zanieść Leonowi kolację ?
-No..ddobrze...
Fran tylko się uśmiechnęła i wręczyła mi talerz ze smakowicie wyglądającymi kanapeczkami. Wolnym krokiem doszłam pod pokój Leona, wahałam się ale ostatecznie zdecydowałam i delikatnie zapukałam.
-Proszę-usłyszałam jego ciepły, kojący głos. 
Weszłam do środka, na jego twarzy malowało się zdziwienie i niechęć do mojej osoby.
-Czcześć...Fran kazała przynieść ci kolację...-powiedziałam zawstydzona.
-Dzięki...-widać było że wcale nie jest pozytywnie do mnie nastawiony.Szczerze  mówiąc zasmuciło mnie to, przecież mimo wszystko nadal go kocham. 
-Nie sądzisz że musimy porozmawiać?-zapytałam.
-My nie mamy o czym rozmawiać-odpowiedział chłodno.
-Mamy, Leon proszę...-przerwał mi.
-O czym mamy rozmawiać? O tym co wydarzyło się 3 lata temu? Nawet nie wiesz jak musiałem się wtedy czuć, nigdy ci tego nie wybaczę!-podniósł głos.Jego słowa mnie zabolały... Położyłam kolację dla niego na szafce nocnej koło jego łóżka. Niestety po tym jak odłożyłam  talerz na szafkę w ułamku sekundy potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na Leonie, który leżał na swoim łóżku.Nasze tworze były strasznie blisko siebie, czułam jak jego serce mocno bije i jak jego oddech przyśpiesza. Powoli zbliżaliśmy się do siebie, gdy nagle...
------------------------------------------------------------------------------
Małe sprostowanie, Fran mieszka sama ale nadal pracuje w Resto, w którym mieszka Luca.

Cieszcie się że jestem taka dobra i napisałam 4!
Pod poprzednim rozdziałem nie było żadnych komów :(
Komentujcie !!!!
Następny rozdział może pojawić się najwcześniej w piątek, ale to zależy od komków i ilości wyświetleń.

                                                                                            Mechi

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 3 Ta rozmowa nie ma sensu

Buenos Aires
Wtorek
Ranek
7.30
*Fran
Od 30 minut czekam na Leona, cały czas do niego dzwonie i wysyłam sms'y , niestety bez efektów. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałam się zadzwonić do Lary.
Rozmowa:
L:Halo?
F: Cześć Lara z tej strony Fran.Widziałaś dzisiaj Leona?
L:To ty nic nie wiesz? Przecież Leon jest w szpitalu.
F: Co? Dlaczego?
L:Miał wypadek na motorze...
F: W jakim jest szpitalu?
L: W Szpitalu Durand na ulicy Avenida Díaz Vélez.
F: Dzięki.
Nie zdążyła odpowiedzieć bo się rozłączyłam. Szybko wyszłam z baru i popędziłam do samochodu.

15 min później
w szpitalu
*Fran
Gdy tylko dojechałam i weszłam do szpitala zauważyłam recepcję, podbiegłam do niej i zapytałam starszej pani która tam pracowała gdzie leży Leon:
-Przepraszam gdzie leży Leon Verdas ?
-A kim pani dla niego jest ?
-Jestem...yyy...kuzynką-wymyśliłam na szybko .
-No dobrze, 2 piętro,sala numer 42.
-Dziękuje.
Już po chwili stałam pod salą chłopaka i czekając na lekarza przyglądałam mu się przez szklaną szybę.Wyglądał strasznie,był cały poobijany, zadrapany na twarzy.Moje przemyślenia przerwał głos lekarza :
-Pani do Leona Verdasa ?
-Tak, doktorze co z nim ?
-Jak na tak niebezpieczny wypadek, miał wiele szczęścia ponieważ ma tylko  trudności z oddychaniem , zwichniętą kostkę i 2 połamane żebra, którymi już się zajęliśmy.
-Można do niego wejść ?
-Tak, na razie jest jeszcze pod narkozą , zaraz powinien się obudzić .
-Dobrze, dziękuje.
Weszłam do sali Leona i znów zaczęłam mu się przyglądać, po chwili zdecydowałam się zadzwonić do Cami i powiedzieć jej co się stał.
Wykręciłam jej numer :
C:Halo?
F: Cześć Cami .
C: Ooo cześć Fran . Co u ciebie ?
F: Nie za dobrze , Leon jest w szpitalu...
C: Co mu się stało?
F: Miał wypadek na motorze ?
C:W jakim jest stanie ?
F: Lekarz mówi że jak na tak niebezpieczny wypadek to wyszedł z tego całkiem dobrze.
C:Mówiłaś już Violi i Lu ?
F: Ni...-przerwałam bo Leon zaczął się budzić -Cami powiedz dziewczyną sama,muszę już kończyć bo Leon się budzi. Papa
C:Pa, powiedz mu że go pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.
F: Jasne , przekaże. Pa
C:Pa.
Rozłączyłam się.
-Fraaan...co ty.. tu robbisz ?Gdzie ja.. jestem ? Coo się stało ?-zapytał Leon, osłabionym głosem.
-Leon miałeś wypadek, jesteś w szpitalu. Doktor mówi że masz tylko skręconą kostkę i trudnosci z oddychanie.
-Kiedy mogę z tond wyjść ?
-Idę zapytać się lekarza.:

-Przeprasza za ile Leon może wyjść ?
-Już jutro jeśli jego stan nie pogorszy się-odpowiedział lekarz
-Dziękuje.

-No i kiedy ?
-Być może już jutro, zależy od twojego stanu zdrowia?
-To super że będę mógł wrócić już do domu .
-O czym ty mówisz ? Masz skręconą kostke, przeprowadzasz się do mnie i nie przyjmuję odmowy. Sam sobie nie poradzisz.
-Fran nie chcę ci robić problemów, a poza tym Marco nie będzie zazdrosny ?
-Marco wyjechał na tydzień do babci. Proszę, jestem twoją przyjaciółką i chcę ci pomóc.
-No dobra, skoro nalegasz...
-Wiedziałam że mi ulegniesz-zaśmiałam się ,a Leon mi zawtórował .

Nowy Jork
Violetta
-Dziewczyny nawet nie wiecie co się stało!!!!!!-Krzyknęła zdenerwowana i roztrzęsiona Camila.
-Cami gdzie ty w ogóle byłaś ?
-U *Maddy ,ale to nieważne , dzwoniła do mnie Fran i powiedziała że Leon miał wypadek...
-Co !!!!???? Jak to ???
-Na motorze , ale jest już dobrze bo podobno ma tylko złamaną rękę i skręconą kostkę.
-Dzięki bogu że tylko to, strasznie się o niego martwi...-przerwałam i zakryłam sobie buzię ręką , bo z orientowałam się co powiedziałam.
-Violu, ty nadal go kochasz -stwierdziła Cami. Spojrzałam na Ludmi , kiwała głową , raz kocia śmierć .
-Ja...ja nigdy nie przestałam go kochać , jestem z Diego z przez wyczajenia , a nie z miłości. Leon ułożył sobie życie na nowo, z Larą, jest szczęśliwy nie chcę mu stawać na drodze.-po policzku spłynęła mi łza, a dziewczyny mnie przytuliły.
-Vilu nie płacz, jeszcze będziesz szczęśliwa...-starała się mnie pocieszyć Lu.
-Dziewczyny, mam prośbę możemy jechać do BA trochę wcześniej ?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Chcesz odwiedzić Leona w szpitalu?-pokiwałam głową-No dobra, powiedzmy Fede i zacznijmy się pakować.
Po kilku minutach Fede się zgodził i wszyscy zaczęliśmy się pakować .
Minęło 20 min i wszyscy byliśmy gotowi. Kupiliśmy bilety na 13.00 i wyszliśmy z domu.
Załadowaliśmy wszystkie walizki do samochodu , a kiedy już miałam wsiadać usłyszałam ten ohydny męski głos:
-Violetta dlaczego nie odbierasz moich telefonów ? I gdzie ty się wybierasz ? -zapytał mój chłopak.
-Zgubiłam go-skłamałam , dobrze wiedziałam że mam go w tylnej kieszeni moich krótkich szortów.-Wyjeżdżam do BA-oznajmiłam.
-Przecież miałaś jechać dopiero za w piątek , co się stało ?
-A co dopiero teraz się mną zainteresowałeś ? Nie widzieliśmy się od tygodnia !
-Kochanie proszę cie , miałem coś do załatwienia, zresztą dzwoniłem.
-Ta rozmowa nie ma sensu , pa Diego.-powiedziałam po czym wsiadłam do samochodu.
-Nie , Violetta nigdzie nie jedziesz musimy pogadać!!!
-Fede-zwróciłam się do mojego przyjaciela który kierował samochodem -możesz już jechać.
Po 40 min siedzimy w samolocie i strasznie się nudzę , Cami słucha muzyki , Lu czyta książkę , a Fede ją zaczepia i co jakiś czas się całują , a ja podziwiam widoki za oknem . Nie jest to zbyt fajne zajęcie, dlatego po chwili patrzenia zasnęłam.

8 godz. później
Buenos Aires
Violetta
Czułam jakby ktoś szturchał mnie łokciem, dlatego leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam Cami która próbowała mnie obudzić.
-No nareszcie się obudziłaś Violu, już jesteśmy w BA i teraz wysiadamy. Chodź.
Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i wyszliśmy z samolotu. Lotnisko wcale się nie zmieniło, jak zawsze pęka w szwach od przepełnienia ludźmi.
-Na śmierć zapomniałam !!!-krzyknęłam.
-Czego ?-zapytali ze śmiechem moi przyjaciele.
-Nie zadzwoniliśmy do Fran że przyjeżdżamy i nie mamy gdzie mieszkać!!!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Maddy-koleżanka Cami


Mamy 3 :)
Ciekawe czy ktoś to dziadostwo w ogóle czyta ?
Poprawiłam wygląd bloga , np. dodałam obserwatorów itp.
Dziękuje za komentarze pod tamtym rozdziałem .
Możecie spamować linkami do waszych blogów, bardzo chętnie poczytam coś fajnego ;)
1 kom =next :)

                                                                     Mechi<3

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 2 Nadal ją kochasz ?


*Buenos Aires
Parka
Poniedziałek 16.00
Fran
Wstałam wcześnie rano , bo obiecałam pomóc Luce przy obsługiwaniu Resto. Teraz siedzę na ławce w parku i czekam na Leona . Umówiłam się z nim bo chciałam porozmawiać na temat przyjazdu Violi , ale jak zwykle się spóźnia. Nie wiem czy dłużej wytrzymam to jak się zachowuje , jestem jego przyjaciółką , a on to lekceważy i na dodatek odtrąca.
O już go widzę , jedzie na tym swoim motorze.
-Hej Fran - Przywitał mnie całusem w policzek.
-Cześć Leon , musimy porozmawiać .Wiesz że za tydzień mam urodziny?-pokiwał głową- I wiesz że zaprosiłam Viol...-przerwał mi.
-Jeśli mamy rozmawiać o Niej to lepiej będzie jak już pójdę.
-Nie, nie zostań.Nie chciałam Ci o niej przypominać, po prostu chcę wiedzieć czy jeszcze coś do niej czujesz?
-Fran...może trochę ale nie chcę do tego wracać. Nie wiem jak się zachować gdy tylko ją znów ją zobaczę. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Zresztą ona jest teraz szczęśliwa beze mnie, ja też muszę być .
Gdy Leon to mówił widziałam w jego oczach że mówi to szczerze, że znów był jak dawniej.
-Leon wszystko będzie dobrze, wiesz że możesz być szczęśliwy tylko skończ znajomość z Larą, * Stellą , **Maxem, ***Roberthem, ****Megan, *****Roggerem. Oni źle na ciebie wpływają , proszę zastanów się nad tym .
-No dobrze pomyślę nad tym , ale teraz muszę iść na tor za 2 dni wyścig , muszę ćwiczyć. Trzymaj się Fran.
-Czekaj kiedy jest ten wyścig ?
-W środę o 14.00.
-Postaram się przyjść Ci pokibicować. A tak po za tym robisz coś jutro ?
-Nie , a co ?
-Może pomógłbyś mi jutro w sprzątaniu Resto ?
-Jasne, ale teraz na serio muszę iść . Pa Fran :)
-Do zobaczenia -Przytuliliśmy się na pożegnanie.
Myślę że ta rozmowa wyszła nam na dobre .

Leon
18.00
Na torze ćwiczę już od 2 godzin, ale w ogóle nie mogę się skupić na jeździe. Ciągle mam w głowie rozmowę z Fran. Co mogę zrobić żeby nie zaprzątać sobie głowy NIĄ. Muszę być wreszcie szczęśliwym, zastanawiam się nad zerwaniem z Larą ale nie potrafię tego zrobić. Przez brak skupienia , nie zauważyłem drzewa i w nie wjechałem , potem widziałem już tylko ciemność.

*Nowy Jork
Violetta
Właśnie stoję przed restauracją którą zarezerwowała Lu. Jak się okazało idę z jej kuzynem, niestety wiem o nim tylko tyle że ma na imię Damien i że fascynuje się malarstwem. Chyba się zamyśliłam bo poczułam że Ludmi szturcha mnie łokciem .
-Tak?-zapytałam
-Violu Damien napisał że trochę się spóźni , lepiej wejdźmy do środka.
-Dobrze już idę .
Gdy weszliśmy do restauracji i zajęliśmy swoje miejsca zobaczyłam że do lokalu wchodzi jakiś przystojniak.
Podszedł do naszego stolika i przywitał się Ludmiłą , a więc to jest ten jej kuzynek . No nie powiem całkiem całkiem. Violka ogarnij się , masz chłopaka , którego nie kochasz ale to inna sprawa.Moje rozmyślanie przerwał miły głos Damiena :
-Witaj jestem Damien , a ty jesteś Viola prawda ?-pokiwałam głową -Ludmiła dużo mi o Tobie opowiadała, miło mi Cię poznać .
-Nawzajem .
Tak zaczęło się nasze spotkanie...

Wtorek
9.00
Violetta
Właśnie wstałam, załatwiłam poranne czynności i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie.
Gdy zeszłam zauważyłam Lu i Fedę , którzy biegali do o koła kuchni i rzucali się poduszkami. W dodatku wszędzie latały pierze.
-O cześć Vilu , widzę że już wstałaś .-pierwsza zauważyła mnie Ludmi.-Musisz mi opowiedzieć jak Ci się podobało na wczorajszej "randce" ?
-Nawet mi nie przypominaj , opowiem Ci ale dopiero jak zjem śniadanie. A tak w ogóle to o co poszło z Fede ? - Spojrzałam na nie go , siedział na sofie w salonie i oglądał jakąś durną telenowelę z obrażoną miną .
-Z Fede ? -Ona tez się popatrzyła -Obraził się bo nie chciałam zrobić mu śniadania .-zaśmiała się .
-Hahaha Oj Fede ja Ci zrobię , co chcesz ?
-Naleśniki z owocami !!! Dzięki , dzięki Vilu !!!
-No dobra niech Ci będzie , a ty Lu chcesz też ?
-Na jednego się skuszę.

30minut później
 Jesteśmy już po śniadaniu , Federico uważa że jestem mistrzem kuchni. Teraz siedzę z Ludmi w jej pokoju i mam zacząć opowiadać jej o tej kolacji.
- W tej restauracji na początku było bardzo fajnie , ale po tym jak ty i Fede przesiedliście się do innego stolika żeby dać nam się poznać to...-moją wypowiedź przerwała Cami , która dosłownie wpadła do pokoju Lu . Swoją drogą gdzie ona była, od wczoraj rano jej nie widziałam.
-Dziewczyny nawet nie wiecie co się stało!!!!!!-Krzyknęła zdenerwowana i roztrzęsiona Camila

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Stella, Max, Roberth, Megan i Rogger- "Przyjaciele" Leona

Mamy 2 rozdział
Czekam na komentarze :)
1kom = Next :)
   
                                                                                                   Mechi <3