wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 15 Honolulu

-Mamo ładnie to tak podsłuchiwać ?-zapytał mój syn.
-A ty tato masz coś na swoje usprawiedliwienie ?-dodała Viola.
-Yyyy...no my...-zaczęliśmy się jąkać- sorry ?
-Ugh..-westchnęła Viola, a Leon jej zawtórował.
Potem minęli nas i zeszli po schodach. My wstaliśmy i zawstydzeni ruszyliśmy za nimi.
Violetta
Ta sytuacja była naprawdę dziwna..Chociaż po tacie mogłam się tego spodziewać, ale po pani Verdas ? Mam nadzieje, że dużo nie usłyszeli i nie wiedzą że spaliśmy ze sobą. Mogli by to źle odebrać,np. pomyśleć że jesteśmy razem czy coś. Kiedy znaleźliśmy się w salonie gosposia nakładała już jedzenie. Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na wszystkich. Ja siedziałam koło taty i Leona. Leon koło Veronicy, ona obok swojego męża a on koło taty. Kiedy zaczęliśmy jeść rodzice rozmawiali o jakiś głupotach, a ja pogrążyłam się we własnych myślach.Po chwili poczułam czyjąś rękę na kolanie. Od razu się przebudziłam. Spojrzałam na sprawce, to był Leon.
-Co ?
-No wiesz wkładasz rękę do spaghetti-powiedział z wielkim bananem.
No tak, jak mogłam się nie zorientować ? Idiotka-krzyknęłam w myślach i spłonęłam rumieńcem.
-Pójdę umyć rękę.
Udałam się do łazienki. Jak każde pomieszczenie w tym domu było w niej pięknie, elegancko i w ogóle. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i wróciłam do salonu. Tam zobaczyłam tylko Leona, siedział przy wielkim, czarnym fortepianie, który stał obok schodów. Siedział do mnie tyłem, więc jest szansa że mnie nie usłyszał. Na palcach podkradłam się do niego i delikatnie położyłam ręce na jego ramionach. Poczułam jak drgnął, a jego ciało przeszedł dreszcz pod wpływem mojego dotyku.
-Zagrasz mi coś ?
-Jja nie gram...
-Niby czemu ?
-Od twojego wyjazdu skończyłem z muzyką. Za bardzo mi cię przypominała.
- Mówisz to tak jakbym umarła- nic nie odpowiedział, za to ja usiałam koło niego i przejechałam palcami po klawiszach by zapoznać się z instrumentem. W całym pomieszczeniu rozniósł się piękny dźwięk Podemos. Gdy zaczęłam śpiewać patrzyłam mu się głęboko w oczy, znów widziałam w nich to co wcześniej. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać kiedy...do pokoju wpadli rodzice. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
-Leon, widzę że zerwałeś w końcu z Larą!! Gratulacje !!-krzyknął ucieszony Eryk( tata Leona).
-Nie, nadal jesteśmy razem...-powiedział zażenowany.
-Dlaczego ? Zostaw ją wreszcie !Co jest w niej takiego wyjątkowego ? Przecież jest wiele innych dziewczyn, np. Violetta.-wtrąciła się Veronica.
-To moja sprawa z kim się umawiam. Dajcie mi spokój !!-wstał od fortepianu, trzasnął jego klapą i zniknął z naszego pola wiedzenia. Poszedł na taras.
-Przepraszamy za naszego syna. On i te jego humorki-zaśmiała się pani Verdas.
A mi w cale nie było do śmiechu. Czemu oni jej tak nie lubią ? Po za tym że jest wstrętną dziwką. Za co można jej nie lubić ? Po krótkim zastanowieniu ruszyłam za chłopakiem. Zauważyłam go leżącego na trawie i wpatrującego się w niebo. Dołączyłam do niego.
-Duży wóz-powiedziałam po chwili wpatrywania się w piękne gwiazdy i wskazałam konstylacje.
-A tu mały-powtórzył mój gest.
-Co twoi rodzice mają do Lary ?
-Nie lubią jej i tyle. Lara nie jest idealna, ale jest sobą za to ją uwielbiam. A oni po prostu nie mogą pogodzić się z tym, że Lara to nie ty.
-Ja ?
-Tak, dla niech byłaś idealną synową.
Po godzinie opuściliśmy piękną posesję Verdasów.
-Violu-zaczął tata-państwo Verdas zaproponowali mi pracę.
-Naprawdę ?-kiwnął głową-to cudownie.W sumie ja też mam dla ciebie nowinę. Już jutro wyjeżdżamy na Hawaje !!
-Myślisz, że te ciołki same załatwiły wakacje ? Ktoś musiał im pomóc.
Kiedy tata odwiózł mnie do Fran, szybko pobiegłam do swojego pokoju i zaczęłam się pakować. Czekało mnie mnóstwo roboty w końcu jedziemy na tydzień.
Czwartek
8.00
Samochód Dziewczyn
Camila
Za 2 godziny mamy samolot. Wszyscy jesteśmy spakowani,zwarci i gotowi. Wszyscy to znaczy- Ja , Lusia, Vils, Fran, Fede, Marco, Leon i....Lara. Tak, Lara. Niestety...ale w sumie może ją polubiny ? Co ja mówię? Jej się nie da polubić. Właśnie dojechaliśmy na lotnisko. Wysiadłyśmy z samochodu i czekałyśmy na chłopaków ( dziewczyny jechały jednym a chłopacy drugim).
2 godziny później
Właśnie wsiedliśmy do samolotu. Ja siedzę koło Lu i Fran, a Lu obok Vilu a jej przytrafiła się Lara. Przerąbane. A u Chłopaków Marco siedzi przy oknie obok niego Leon. Fede jak zawsze pechowy siedzi koło Leona i jakiegoś spasionego gościa, który próbuje nakarmić go obślinionymi orzeszkami z ręki.
-Proszę zapiąć pasy. Wylatujemy.-usłyszałam piskliwy głos stewardessy i poczułam jak wzbijamy się w powietrze.
Po 10 minutach wpatrywania się w tą dziwną babę zauważyłam, że Fran czyta książkę, Lu słucha muzyki, Viola pisze w pamiętniku, Lara podziwia widoki, Leon też czegoś słucha, Marco śpi na Fede, a biedny Włoch bezskutecznie próbuje zwalić z siebie śpiochów. Tak, śpiochów ten gość też śpi. W sumie nie mam nic lepszego do roboty niż poczytanie jakiś czasopism. Jak pomyślałam tak zrobiłam.
19.30
Fran
Lot był bardzo długi i męczący. Jesteśmy już w domku, który wynajęli chłopcy. Jest tu pięknie, tak przytul nie i tak uroczo *-*Naprawdę się postarali.
Po wyczerpującym locie zdecydowaliśmy, że zwiedzanie zostawimy na jutro, a dziś zjemy kolacje i pójdziemy spać. Wyszliśmy z domku na plaże (był prawie nad samym morzem) bo chłopcy uparli się żeby zrobić powitalne ognisko i uczcić nasz przyjazd. Nawet miejsce ogniska było świetnie zrobione. Na środku stało wielkie ognisko otoczone przez kilka drewnianych ławeczek z oparciami. Z boku był też stół również cały z drewna. Zajęliśmy miejsca, a Leon i Marco rozpalili ogień. Fede nabijał kiełbaski na te takie patyki, których nazwy jakoś nie pamiętam. W czasie gdy kiełbaski się piekły my śpiewaliśmy piosenki z dawnych lat. Fede grał na gitarze, której jakoś wcześniej nie zauważyłam.Tylko Leon nie śpiewał, szkoda że porzucił swoją pasję tak łatwo.
Po 2 godzinach byliśmy już na maxa zmęczeni i lekko podpici. Fede to nawet mokry, bo wpadł do morza. Idiota, jak Lu z nim wytrzymuje ?
Następny dzień
15.00
Ludmila
Od kilku godzin włóczymy się po mieście, byliśmy już w pałacu 'lolani, Bishop Muzeum i w zoo.
Feduś niestety nie ma podejścia do zwierząt. Lama lizała mu włosy, a po jakimś czasie chciała je odgryźć do tego małpa ukradła mu popcorn. Teraz spacerujemy po mieście i oglądamy widoki. Nagle zobaczyłamkogoś znajomego.
-Ej, czy to nie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo Was przepraszam !!
Miałam mały brak weny,
oddałam kompa do naprawy,
a teraz mam kare.
Jak można mieć kare w wakacje ?
Trzeba być tylko taką ciocią jak mua..
(mua...hhuehue nie wiem jak się pisze ja inteligencją nie śmierdzę)
Więc cały rozdział pisze na telefonie.
Sorki za błędy.
Dyslektyk ze mnie xD
Co do rozdziału:
Honolulu aww :*
Jutro ( w sensie dzisiaj) jadę do babci,
mieszka w Olsztynie więc mam mega daleko... taa urok Krakowa. Tam nie będzie netu !!! 
Nie wiem kiedy next,
może pójdę do jakiejś kafejki internetowej,
Mcdonaldu czy gdzieś i coś napisze. Wracam za tydzień...lub dwa. Wszystko zależy od mojej mamuśki. Mam do Was jedno pytanie oglądacie jeszcze jakieś inne seriale oprócz Violetty ?
Ja oglądam jeszcze Vampire Diaries (zajebiste mega mnie wciągnęło) Teen Wolf, Słodkie Kłamstewka i The Orginals.
A wy co polecacie ?
3kom=next :-)
                                     Mechi <3