Buenos Aires
Violetta
-Nie zadzwoniliśmy do Fran że przyjeżdżamy i nie mamy gdzie mieszkać!!!!!
-Oj tam Viola, nic się nie dzieje, zluzuj warkocze-odparł niczym nieprzejmujący się Fede.
-Jak to nic się nie dzieje!!!!????-krzyknęła poirytowana Lu i spoliczkowała Włocha.
-Auu-zawył chłopak i złapał się za policzek.
-Dobrze ci tak -stwierdziła Ludmi.
-Chyba najlepiej będzie jak zadzwonimy do Fran i się jej spytamy, a w najgorszym wypadku pójdziemy
mieszkać do hotelu-odezwała się jedyna trzeźwo myśląca Cami.
-Dobra, to ja zadzwonię.
(Głośno mówiący)Rozmowa:
F: Halo?
V:Hej Fran, wiesz mam pewną sprawę...
F: No to mów.
V:Zdecydowaliśmy się odwiedzić Leona w szpitalu i
przyjechaliśmy do BA.Czy moglibyśmy u ciebie
zamieszkać ?
F: Vilu, no jasne ! Jak na razie jestem jeszcze u Leona
w szpitalu ale zaraz mogę po was przyjechać.
V:Dzięki Fran jesteś kochana. To czekamy, pa pa.
F: Pa,pa.
30 min później
Jedziemy teraz do szpitala przywitać się z Leonem, swoją drogą nawet się cieszę, ale tęż potwornie boję.
Co mam zrobić jak go zobaczę? Normalnie zacząć rozmowę typu : cześć, jak tam ? co u ciebie ?Jak się
zachować?Moje przemyślenia przerwało zatrzymanie samochodu, co oznaczało że już jesteśmy na miejscu.
Wysiedliśmy z auta i szybkim krokiem powędrowaliśmy pod salę Leona. Gdy tylko go zobaczyłam bicie mojego serca przyśpieszyło, zmienił się , wyprzystojniał i wydoroślał, ale nadal
ma te słodkie dołeczki. Na nieszczęście szatyn zauważył mnie...
Patrzył na mnie swoimi pięknymi, zielonymi i głębokimi oczami, widziałam w nich ból, chłód, złość i...miłosć. Miłość ? Nie to na pewno nie to...Nie wytrzymałam, popatrzyłam na Fran z przepraszającym spojrzeniem i ze łzami w oczach wybiegłam. Zatrzymałam sie dopiero przy murku na którym usiadłam i zaczęłam myśleć, myśleć nad swoim bezsensownym życiem...Dlaczego mu to zrobiłam? Czemu musiałam wyjechać ? Zepsułam to, zaprzepaściłam szansę na nasz szczęśliwy związek, tak cholernie tego żałuję.On mi nigdy tego nie wybaczy, ale mogę spróbować się z nim zaprzyjaźnić.Najlepiej bezie jak pójdę do domu Fran.
Środa
10.00
W szpitalu
Leon
Jestem już po wszystkich badaniach, dzięki którym będę mógł już wyjść ze szpitala. Fran obiecała że wszyscy razem przyjadą po nie. Ciekawe czy Viola też? Po tym jak wczoraj ją zobaczyłem ciągle mam ją przed oczami, nie mogę o niej zapomnieć. Nadal jest tak piękna, ma te same wielkie, brązowe , hipnotyzujące oczy, uroczy nosek, pełne usta i ta sama smukła sylwetka.Myślałem o tej pięknej brunetce, gdy ktoś zapukał w drzwi.
-Proszę
Do sali weszli Fede , Cami, Lu i Fran
-Cześć Leon-powiedzieli chórem.
-Hej
-Jedziemy do domu. Fede pomóż mu wstać-zarządziła Fran
Po jakiś 20 min dojechaliśmy do domu Fran. Na szczęście załatwili mi kule i mogę się poruszać samodzielnie.Powoli wyszedłem z samochodu i skierowałem się do na sofę do salonu. Przyjaciele poszli za mną, długo rozmawialiśmy o tym co się dzieje w BA i NJ. Niestety nigdzie nie zauważyłem Violetty. Może to i lepiej ?
Po dwóch godzinach przyjemnej rozmowy wszyscy udaliśmy się do pokoi , które przygotowała nam Fran.
Violetta
Siedzę w pokoju i myślę o tym co mam powiedzieć Leonowi, wiem że już wyszedł ze szpitala i będzie tu mieszkał.Powoli i niezauważona zeszłam po schodach na dół, wzrokiem szukałam Francesci, znalazłam ją dopiero w kuchni.Robiła kanapki. Zauważyła mnie:
-O, hej Violu . Czemu do nas nie zeszłaś?I nie przywitałaś się z Leonem?
-Cześć, przepraszam źle się czułam-skłamałam.
-Powiedzmy że ci wierzę.Mogłabyś zanieść Leonowi kolację ?
-No..ddobrze...
Fran tylko się uśmiechnęła i wręczyła mi talerz ze smakowicie wyglądającymi kanapeczkami. Wolnym krokiem doszłam pod pokój Leona, wahałam się ale ostatecznie zdecydowałam i delikatnie zapukałam.
-Proszę-usłyszałam jego ciepły, kojący głos.
Weszłam do środka, na jego twarzy malowało się zdziwienie i niechęć do mojej osoby.
-Czcześć...Fran kazała przynieść ci kolację...-powiedziałam zawstydzona.
-Dzięki...-widać było że wcale nie jest pozytywnie do mnie nastawiony.Szczerze mówiąc zasmuciło mnie to, przecież mimo wszystko nadal go kocham.
-Nie sądzisz że musimy porozmawiać?-zapytałam.
-My nie mamy o czym rozmawiać-odpowiedział chłodno.
-Mamy, Leon proszę...-przerwał mi.
-O czym mamy rozmawiać? O tym co wydarzyło się 3 lata temu? Nawet nie wiesz jak musiałem się wtedy czuć, nigdy ci tego nie wybaczę!-podniósł głos.Jego słowa mnie zabolały... Położyłam kolację dla niego na szafce nocnej koło jego łóżka. Niestety po tym jak odłożyłam talerz na szafkę w ułamku sekundy potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na Leonie, który leżał na swoim łóżku.Nasze tworze były strasznie blisko siebie, czułam jak jego serce mocno bije i jak jego oddech przyśpiesza. Powoli zbliżaliśmy się do siebie, gdy nagle...
------------------------------------------------------------------------------
Małe sprostowanie, Fran mieszka sama ale nadal pracuje w Resto, w którym mieszka Luca.
Cieszcie się że jestem taka dobra i napisałam 4!
Pod poprzednim rozdziałem nie było żadnych komów :(
Komentujcie !!!!
Następny rozdział może pojawić się najwcześniej w piątek, ale to zależy od komków i ilości wyświetleń.
Mechi
Super!!!!! Naprawdę świetnie piszesz! Na moim blogu pojawił się rozdział 17! Pozdro,
OdpowiedzUsuńMańka Verdas(kiedyś Mańka007).